Blogowe podsumowanie – 5-8 2019

Część pierwsza – KSIĄŻKI

Kolejne cztery miesiące okazały się jeszcze lepsze, bo przeczytałam 25 książek (no wiem, wiem, w tym jest 8 nowel ;). Wygląda więc na to, że po dłuższej przerwie uda mi się z 52 książkami 🙂

Wśród przeczytanych, poza wspomnianymi już nowelami, było ponownie kilka pozycji dziecięco-młodzieżowych – „Magiczna biblioteka Bibbi Bokken” Josteina Gaardera, klasyczne włoskie baśnie, które bardzo gorąco polecam „Srebrna zajęczyca” i dwie, które, moim zdaniem, są dla wszystkich – znakomite! – „Pasztety, do boju!” i „Outsiderzy”. Książki „dorosłe” to kolejne cztery tomy Sagi o Ludziach Lodu, angielski kryminał („Morderstwo ma motyw”), przepiękne opowieści o niebie Mitcha Alboma („Pięć osób, które spotykamy w niebie” i ” Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie„), greckie „Niebezpieczne związki kulinarne”, francusko-szkocka „Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę”, rosyjską przygodową „Wycieczkę na tamten świat”, hiszpańską wyprawę w kosmos 😉 w „Prześwietnym raporcie kapitana Dosa” i jedną książkę non-fiction „Duch„. Z literatury rodzimej tym razem (nie licząc nowel) – tylko jedna – drugi tom cyklu o kuzynkach Kruszewskich A. Pilipiuka. Najlepsza w tym okresie książka– na zdjęciu.

Książka, którą powinny przeczytać wszystkie dziewczynki, małe i duże; chłopaki zresztą też 🙂

Część druga – FILMY, SERIALE

Filmy – wyzwanie 52 filmy podwoiłam 20 czerwca, próbuję potroić, a do końca roku i może i razy cztery, kto wie? Tymczasem trochę w porównaniu do poprzednich czterech miesięcy, zwolniłam – do końca sierpnia obejrzałam 65 filmów, w tym aż 10 w kinie, 28 na dvd, a reszta oglądana na szklanym ekranie TV (co dobrze świadczy o tym, że telewizor jak najbardziej się przydaje  ). Co warte zaznaczenia dwie wizyty w kinie zawdzięczam wygranym w konkursach na Facebooku 🙂 Jedna była szczególna, bo na miesiąc przed oficjalną premierą obejrzeć mogłam „Yesterday”, bardzo przyjemny i taki utrzymujący w dobrym humorze film, o tym, jak wyglądałby świat, gdyby nie było Beatlesów 😉 Najlepszy był chyba „Everest”, ale wspomnieć chciałabym jeszcze o dwóch, które mnie bardzo zaskoczyły – spodziewałam się czegoś prostego i łatwego, a było dużo więcej – „Krzysiu, gdzie jesteś” i „Bajecznie bogaci Azjaci” oraz o filmie, który daje dużo do myślenia – „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”.

A jeśli chodzi o seriale, to tu zadziało się najwięcej – obejrzałam aż 23 sezony. W tym był bardzo dobry „Czarnobyl”, niezły „Bodyguard”, kilka kostiumowych angielskich 🙂 i sporo innych, takich sci-fi 😉

Statek piracki prosto z Karaibów 😉

Część trzecia – ŻYCIE 

W poprzednim podsumowaniu pisałam o egzaminach ósmoklasisty, teraz spieszę więc donieść, że poszły bardzo dobrze, a rzeczony ósmoklasista dostał się do szkoły i klasy pierwszego wyboru i jest z niej po tych kilku tygodniach bardzo zadowolony 🙂

A wakacyjną podróż tym razem odbyliśmy pierwszy raz do … Bułgarii, do Złotych Piasków. Było słonecznie, ciepło, smacznie i bardzo, bardzo relaksująco 🙂 Kilka fotek jako ilustracja do wpisu 🙂

Róże to znak charakterystyczny Bułgarii – wszędzie są i wszędzie czuć ten obłędnie piękny zapach!

To na razie tyle w kolejnym podsumowaniu, a teraz już czas na długie jesienne wieczory i stopniowe przygotowywanie się do najpiękniejszych świąt 🙂 Odliczanie już rozpoczęte na facebookowym profilu jednego z prowadzonych przeze mnie wyzwań – Znalezione pod choinką. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie filmy i książki świąteczne przygotowano dla nas w tym roku, a także poznać wiele innych ciekawostek i obejrzeć piękne świąteczne zdjęcia, by znaleźć inspiracje – zapraszam gorąco 🙂

Blogowe podsumowanie – 1-4 2019

Część pierwsza – KSIĄŻKI

Ten rok zaczął się całkiem nieźle, bo w pierwszych czterech miesiącach przeczytałam 18 książek. Jeśli utrzymam tempo, mam szansę na najmniej te 52 książki w roku, po paru latach dużo mniejszej ilości.

Wśród tych przeczytanych było sporo pozycji dziecięco-młodzieżowych – dwa tomy Jeżycjady (20 i 21), książka Roalda Dahla „Wiedźmy” i jedna z cyklu o Muminkach (o komecie). A jeśli chodzi o książki „dorosłe” to było to pięć tomów Sagi o Ludziach Lodu (kontynuuję – całkiem nieźle się czyta po ponad 25 latach 😉 ), bardzo dobry obyczaj angielski („Siedem dni razem”), opowiadania J. Cabre („Podróż zimowa”) i amerykański klasyk „Czyż nie dobija się koni”; a z literatury rodzimej – jedna ‚świąteczna’ („Biuro przesyłek niedoręczonych”), pierwszy tom cyklu o kuzynkach Kruszewskich A. Pilipiuka, a także cztery kryminały – jeden z przymrużeniem oka (recenzja książki o Matyldzie jest na blogu), dwa retro („Gdański depozyt” P. Schmandta oraz jeden sprzed wojny „Dom grozy” K. Korkozowicza) i bardzo dobra „Śleboda” M. i M.Kuźmińskich. Najlepsza – na zdjęciu.

W tym roku kontynuuję, a także biorę udział w nowych wyzwaniach. Kontynuacje to Stosikowe losowanie (ale tu mam spore zaległości, na razie kończę tegoroczną styczniową i próbuję nadrobić ubiegły rok – marzec) oraz Tygodniowe Wyzwania Książkowe na FB. Z nowych to wyzwanie portalu Lubimy Czytać (jak na razie udaje mi się co miesiąc) oraz reaktywowana Trójka e-pik na blogu Książki Sardegny (tu idzie mi różnie, ale na razie mam chyba tylko dwie zaległości z dwunastu).

Część druga – FILMY, SERIALE

Z filmami, jak zwykle, idzie mi dużo łatwiej – wyzwanie 52 filmy „zaliczyłam” już 22 lutego. Teraz idę na podwojenie – do końca kwietnia obejrzałam 78 filmów, w tym 8 w kinie, 23 na dvd (do tego przyczynia się znacząco atrakcyjna oferta całkiem ‚świeżych’ filmów dostępnych w Biedronce 😉 ), a reszta oglądana na szklanym ekranie TV (co dobrze świadczy o tym, że telewizor jak najbardziej się przydaje 😉 ). Było kilka wtop (takich, wiecie, – oglądam gnioty, żebyście Wy już nie musieli 😀 ), ale większość była bardzo dobra. Najlepszy, a może najbardziej zapadający w pamięć, to ten ze zdjęcia – znakomity film, świetnie pokazujący do czego prowadzić może zło i jak je zwalczyć; trochę wulgarny, trochę brutalny, ale naprawdę wart obejrzenia! Wyróżnię jeszcze widzianego w kinie polskiego „Kuriera” (bardzo mi się podobał, świetnie opowiedziana historia, z pięknym symbolicznym zakończeniem) oraz tegorocznego zdobywcę Oscara – „Green Book” – wspaniały film z fantastyczną muzyką.

A jeśli chodzi o seriale, obejrzałam ich w sumie 9 sezonów, ale samych tytułów było 6 😉 Bo to był zdecydowanie czas „Outlandera” – o książkach słyszałam dawno temu, ale jakoś się wzbraniałam, niedawno przypomniałam sobie o serialu i … poooszło – prawie za jednym zamachem obejrzałam wszystkie cztery dotychczas nakręcone sezony (bagatela – 56 okołogodzinnych odcinków!), przepadłam całkowicie, jestem zauroczona, zachwycona, wszystko mi się podobało! Pierwszy tom serii zakupiony, będzie czytany, a powtórka serialu też już zaplanowana 😉 Tu piosenka tytułowa, trochę w innej wersji niż w serialu 😉

Innym serialem, na który chciałabym zwrócić Waszą uwagę, jest rosyjska „Anna Karenina” z 2017r. Serial o tyle ciekawy, że oparty jest nie tylko na jednej z najsławniejszych powieści wszechczasów, ale także na wspomnieniach wojennych lekarza i pisarza Wikientija Wieriesajewa. Dlatego są w nim dwa plany czasowe – drugi to koniec wojny mandżurskiej i spotkanie syna Anny z Wrońskim. Bo, co ważne, cały serial opowiada tę historię z punktu widzenia właśnie Wrońskiego, co jest dość ciekawym zabiegiem.

Część trzecia – ŻYCIE 😉

Cóż, jak pewnie niektórzy stali czytelnicy wiedzą, ten rok jest u nas pod hasłem ósmoklasistów, na szczęście za nami już egzaminy, czyli to, co było chyba najbardziej stresujące. A żeby się trochę od nich oderwać, udało nam się w kwietniu odwiedzić plan serialu „Korona królów”. Tu fotka na zachętę, ale szersza relacja pojawi się tu na blogu pewnie w okolicach zakończenia drugiego sezonu. Obydwoje oglądamy ten serial regularnie, ja sama jestem jego wierną fanką, uwielbiam historię, wydawało mi się, że nieźle znam historię Polski, ale dzięki serialowi można poznać wiele szczegółów, ciekawostek i powiązań międzyludzkich, a przy okazji zupełnie ‚bezboleśnie’ się je zapamiętuje 🙂

To na razie tyle w nowym formacie podsumowań 😉 a przed nami najfajniejsze chyba miesiące – mam nadzieję, że z piękną pogodą i niezapomnianymi przeżyciami wakacyjnymi.

2018 – krótkie podsumowanie

Zapraszam na podsumowanie w kilku punktach 🙂
1. 2018 – osobiście i blogowo – wydarzenia
Jak poprzedni, tak i ten rok nie był lepszy ani gorszy od poprzednich. Znowu sporo mojej uwagi zaprzątała przede wszystkim … szkoła. Jak czytelnicy bloga wiedzą, MC jest pierwszym rocznikiem, który wrócił do 7 klasy, a co za tym idzie, teraz chodzi do 8 i przed nim pierwszy duży i ważny egzamin, w przygotowaniach do którego staram się mu pomóc najlepiej, jak potrafię (ale bez przesady oczywiście 😉 )
W 2017 roku zapisaliśmy się we dwójkę z MC do naszej lokalnej biblioteki. I to był strzał w dziesiątkę – po ponad roku mogę powiedzieć śmiało, że to była bardzo dobra decyzja :). A nasza biblioteka się rozwija, często dokupuje nowe pozycje, zarówno książkowe, jak i filmy, i seriale (niektóre zresztą dzięki naszym podpowiedziom, co jest bardzo miłe).
Spędziliśmy fajne wakacje w naszej ukochanej Chorwacji, na szczęście bez stresów "motoryzacyjnych" 🙂
Tym razem Targi Książki odpuściliśmy, za to byliśmy na dwóch fantastycznych koncertach – zespołu IRA (na naszym lokalnym ‚podwórku’) oraz na koncercie G3 – to specjalny projekt koncertowy gitarzysty Joe Satrianiego, który zaprasza w trasę dwóch innych gitarzystów. W ubiegłoroczną trasę z nim wyruszyli Uli Jon Roth – dawny gitarzysta Scorpionsów oraz nasz rodzinnie najulubieńszy ever – John Petrucci z Dream Theater – nie muszę chyba dodawać, że koncert był absolutnie fenomenalny? 🙂 Pierwszy taki duży koncert MC! Zresztą dodam, że większość roku ‚kulturalnego’ kręciła się wokół muzyki 🙂 Koncerty, płyty, odkrycia muzyczne (czy wiecie, że zaczęłam lubić i doceniać heavy metal?!)
2. 2018 – filmowo, serialowo
a. seriale
Obejrzałam 34 sezony, o 4 więcej niż rok wcześniej. Zmieniły się też trochę proporcje "krajowe" – najwięcej 12 było polskich seriali, 9 angielskich, 6 amerykańskich, 3 francuskie seriale kryminalne, 2 czeskie oraz po 1 niemieckim i hiszpańskim 🙂 Przeważnie były to seriale kryminalne, jeden wojenny, kilka kostiumowych, kilka sci-fi, a także seriale komediowe oraz historyczne. Oglądane i w tv, i z dvd, i z internetowych zasobów vod. Najlepszy? Zdecydowanie jeden!
"Endeavour" – jeśli jeszcze nie oglądaliście, zobaczcie koniecznie! To serial kryminalny, z akcją osadzoną w latach 50-tych/60-tych w okolicach Oxfordu. Młody policjant, Endeavour Morse, wstępuje do policji, która nie cieszy się zbytnią estymą, i dzięki swoim zdolnościom logicznego myślenia, dobrej pamięci oraz umiejętności łączenia faktów, rozwiązuje wiele spraw kryminalnych. Każdy odcinek trwa tyle, co film (sezony są krótkie – 4-odcinkowe poza ostatnim, który ma 6 odcinków) i poświęcony jest jednej sprawie, choć czasem jeden z wątków przesuwa się i na kolejne odcinki. Przy okazji mamy pokazane tło społeczno-obyczajowe, w którym echa wojny są wciąż obecne. Rewelacyjny serial, niektóre odcinki to absolutne majstersztyki (jak ten o seryjnym zabójcy, który zabija według klucza "operowego"). Do tego dodam świetnych aktorów, wspaniałą muzykę (Endeavour jest miłośnikiem klasyki oraz jazzu) – czego chcieć więcej?
Dodatkowo chciałabym jeszcze wyróżnić i wspomnieć "Koronę królów". Serial, który na początku zalała fala hejtu, moim zdaniem, niezasłużonego. A on się ładnie rozkręcił i zrobił bardzo wciągający. Plusy ode mnie za mało "opatrzonych" aktorów – fajnie się ogląda coś, w czym nie występują "ciągle te same" twarze; za przybliżenie historii, dzięki czemu teraz wiem więcej, łatwiej mi ‚złapać’ wszystkie koligacje rodzinne i nie tylko; za fajnie napisane postaci, które się lubi lub nie, ale angażuje w ich losy. 
Ach, i jeszcze polski serial "Belfer", zwłaszcza pierwszy sezon – rewelacja, amerykański "Syn" na podstawie powieści Phillipa Meyera ze znakomitą kreacją Pierce’a Brosnana oraz czeski kryminał "W labiryncie" – chociaż odrobinę rozczarowujący w końcówce, to jednak i tak bardzo dobry, trzymający cały czas w napięciu.
b. filmowo
Filmów obejrzałam też więcej niż w poprzednim roku – 167, z czego 21 w kinie. Symbolem tego roku będzie dla mnie dwa razy obejrzana wspólnie z MC trylogia "Ojca chrzestnego" – sama oglądałam to po bardzo długiej przerwie, wreszcie w całości, trzecią część zresztą pierwszy raz.  Takiego naj, naj, najlepszego filmu to chyba nie umiem wybrać, bo wiele było naprawdę świetnych i wybitnych. Ale kilka wymienię – polski "Atak paniki" – świetnie poskładane historie; z tych poruszających, choć niekoniecznie na pierwszy rzut oka "Mów mi Vincent", "Projektantka", "Manchester by the Sea", "Interstellar"; ciekawy "Szpieg" na podstawie powieści Johna Le Carre; znakomite kino katastroficzne "Niemożliwe", a także filmy, które bawią się konwencją i kinem – "Baby Driver" za montaż i montaż dźwięku oraz "Spider-Man Uniwersum" za miłość do animacji na wielu poziomach 🙂
3. 2018 – książkowo
Poprzedni, 2017, był najsłabszym, od kiedy prowadzę bloga. W 2018 było lepiej, choć niedużo, bo przeczytałam 40 książek (o 5 więcej). Do tego wkrótce po początku roku zauważyłam, że nie mam ochoty czytać nowości ani jakichś bardziej poważnych książek – mój umysł zapragnął powrotu do dobrze znanych powieści (Saga o Ludziach Lodu) lub światów (Jeżycjada), ewentualnie utworów dla młodzieży. Było parę wyjątków, ale w sumie poddałam się temu – widocznie coś odreagowywałam, uciekając w bezpieczne schematy. To się chyba powoli kończy, bo nabieram zapału na zmierzenie się z nowym i przekraczaniem swoich uprzedzeń 😉
Wśród tych 40 , 12 to książki dla dzieci oraz młodzieży, oprócz tego lektury – dramaty – czytane wspólnie na głos! – muszę przyznać, że Balladyna w moim wykonaniu była wybitna ;). 
Ponownie zdecydowaną większość przeczytanych przeze mnie napisały kobiety – 28. Jeśli chodzi o ‚własność’, to 7 było własnych, 4 recenzyjne, cała reszta z biblioteki! Przeczytałam tylko 2 ebooki – a na czytniku czeka całe mnóstwo świetnych lektur!  Ostatnia statystyka przedstawia się mało zróżnicowanie: 13 książek polskich, 12 norweskich, 8 amerykańskich, 3 angielskie, 3 francuskie i 1 czeską.  
Słowem podsumowania – udany bardzo powrót do Jeżycjady (zostały mi już tylko dwie …), kontynuacja powrotu do Sagi o Ludziach Lodu, kontynuacja poznawania Roalda Dahla (dwie przeczytane, w czytaniu już następna) i trochę innych, czasem zupełnie przypadkowo wybranych 😉
Najlepsze książki, bez miejsc tym razem, to – "Pan Tadeusz" – ach, jakie to było przyjemne wrócić do tej lektury i przeżyć ją ponownie z wielkim zachwytem nad miłością ojczyzny, nad tym, jak opisywane są polskie krajobrazy, nad tym, jak to jest cały czas aktualne, a w naszej mentalności niewiele się zmienia; "Raki pustelniki" – drugi tom Sagi rodu Neshov autorstwa Anne B. Ragde (pierwszy był moją książką roku 2017) – rany, jakie to jest dobre!; "Anioły i demony" Dana Browna – dopiero teraz rozpoczęłam swoją przygodę czytelniczą z Robertem Langdonem (filmy znam), ta najbardziej mi się podobała, zwłaszcza gdy w połowie mniej więcej okazało się, że różni się od filmu 😉
Ale książka roku też jest 🙂 Wybrałam ją za trzy różne plany czasowe, z których żaden się nie wybijał na pierwszy plan (jak to często bywa w takich powieściach); za trzech fajnych męskich bohaterów – każdy na swój sposób ‚męskości’; za bardzo zachęcające opisy Bułgarii – miejsc i jedzenia! (mam w planach wakacje któreś 😉 ); za ciekawą i nieznaną historię bogomiłów i za silne kobiece bohaterki 🙂
A ta jedna książka roku 2018 to – "Kości proroka"

Podsumowanie 2015

Czas już najwyższy na podsumowanie 2015 roku.

To był rok, który na początku, po bardzo trudnym 2014, wydawał się lekki, przyjemny i dużo łatwiejszy. Niestety pod koniec znowu wydarzyło się kilka rzeczy, które trochę przewróciły ten porządek i spowodowały znaczny spadek i tak nie za dużej mojej aktywności blogowej.


Ale nic to – trzeba podnieść głowę, być dobrej myśli, mieć nieugięte przekonanie o słuszności swojego zdania – i iść do przodu 🙂 Nie traćmy więc więcej czasu – do rzeczy!


1. Książki

Rok 2014 był z oczywistych względów słaby również pod względem przeczytanych książek – 57; 2015 okazał się niemalże rekordowy – 71 książek to drugi wynik w historii bloga 🙂

Co niestety nie przełożyło się na tych książek opisywanie – problem trwa – na blogu zamieściłam swoje wrażenia z 29 przeczytanych w tym roku książek; udało mi się minimalnie nadrobić 2014 – 11 i 2013 – 8 książek. Na opisanie czekają – 42 książki z 2015, 20 książek z 2014 i 14 z 2013!

W tym roku przeczytałam jedno krótkie opowiadanie po angielsku. Książek non-fiction – 8. Od jakiegoś czasu staram się też ‚podbierać’ MC książki z jego półek – w 2015 było ich 13 🙂
Jeśli chodzi o ebooki, to w tym roku było już całkiem nieźle – .17!

Podział na płeć autorów, to już tradycyjnie 😉 – rok kobiet (aż 42 książki + 1 napisana przez dwie kobiety + 1 napisana przez siedem kobiet :)).

Podział geograficzny troszeczkę się zmienił, chociaż pierwsza trójka ciągle ta sama: 
Polska i to jak zdecydowanie – 34 książki! ( w 2014 – 19) 
USA – 16 (o 3 mniej niż poprzednio)
Wielka Brytania – 9 (tyle samo)

Dalsze pozycje to: Szwecja (4), Kanada (2), a po 1 Nowa Zelandia, Irlandia, Indonezja, Hiszpania, Uganda i Francja.


2. Blog

W tym miejscu wspominam o statystykach 😉 Hmm, liczba odsłon w 2015 roku osiągnęła ok. 1.000.000! 🙂 Przeciętnie wychodzi ok. 19.000 odsłon tygodniowo.


Jak zwykle bardzo DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, że wciąż są tacy, którzy tu zaglądają 🙂


3. Książki roku

Zacznę od kategorii – rozczarowanie roku – i … dziwne trochę, ale w 2015 takowego nie było! To był rok naprawdę świetnych książek, a jeśli nawet były jakieś słabsze, to nie było rozczarowania, bo wiedziałam dobrze po co sięgam 🙂

Kolejna kategoria czyli odkrycie roku. Kilka!
1 – grupa na FB – Tygodniowe Wyzwania Czytelnicze – dzięki niej przełamuję swoje uprzedzenia, czytam różne rzeczy, zmuszam się do poszukiwań;
2 – kryminały – nowe (dla mnie!) nazwiska – Jens Lapidus, David Hewson, Katarzyna Kwiatkowska
3 – polskie autorki, które mnie zaciekawiły bardzo i będę z wielkim zainteresowaniem śledzić ich literackie drogi – Agata Przybyłek, Joanna Szwechłowicz, Ałbena Grabowska (Stulecie Winnych!), Karolina Wilczyńska
4 – "Klub filmowy" Davida Gilmoura – odkryć, że jest na świecie ktoś, kto ma tak zbliżone, a rzadkie niezwykle, podejście do wychowania dzieci – bezcenne!
5 – Jojo Moyes – "Razem będzie lepiej" to chyba najlepsze czytadło – pocieszyciel z ubiegłego roku!


Najlepsza książka przeczytana w 2015:

jak już napisałam wyżej przy rozczarowaniach – miałam duży wybór 🙂 Po dłuższym namyśle wybrałam pięć ścisłych finalistek:


"Dyrygent" Sarah Quigley – za oblężony Leningrad, za wspaniałe przedstawienie postaci ekscentrycznego geniusza muzycznego Dymitra Szostakowicza i tego, jak tworzył swoją wielką VII Symfonię, za cudowny dwugłos muzyczny pokazujący dwa odmienne podejścia, za atmosferę życia w nieustannym strachu i niemalże ‚odczłowieczeniu’, za wątek Nikołaja i Soni tak mocno ściskający serce matki, słowem – za całokształt! ;

"Preparator" Hubert Klimko-Dobrzaniecki – za znakomitą powieść, za wielką wrażliwość w tworzeniu bohatera, za sugestywny język;
"Lody dla królowej" Anthony Capella – za niezwykle interesującą powieść, w której miesza się wielka historia z historią zwykłych ludzi oraz ich niezwykłych umiejętności;
"Sześć dni w Leningradzie" Paullina Simons – za wywołanie ogromnych emocji, za ciekawe spostrzeżenia i za ‚współodczuwanie’ pewnych rzeczy – ja już dawno czułam, że mam z tą autorką wiele wspólnego w sferze ‚uczuciowo-duchowej’ 😉 



Uwaga – czas na najlepszą, przeczytaną w 2015 roku książkę. Niestety, jeszcze jej Wam nie opisałam, ale to dlatego, że niezwykle trudno znaleźć mi słowa, którymi mogłabym tego dokonać! Fantastyczna, wymykająca się wszelkim uogólnieniom, próbom zaszufladkowania, dookreślenia. Niespieszna, tak bardzo, bardzo ‚powolna’, sprawiająca, że musisz i ty zwolnić, przystanąć, rozejrzeć się. Oniryczna, przeplatająca różne światy, można się pogubić, co jest fikcją, co prawdą, która wersja prawdziwa. Rozgrywająca się na wyspie, a to ma przecież wpływ na wiele rzeczy. Na granicy jawy i snu, gdzie światło księżyca odgrywa niebagatelną rolę. Z bohaterami, którzy również trochę się wymykają łatwym ocenom. Przy tym to całkiem niezły i wciągający kryminał. Do tego powieść zawiera wiele rozważań nad kondycją człowieka i wiele ciekawych odwołań – będziecie chcieli na nowo zobaczyć filmy Bergmana! 

Najlepsza książka 2015 roku to:

"Księżyc myśliwych" Katarzyna Krenz, Julita Bielak

Podsumowanie 2015 – filmy

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią podsumowanie 2015 roku zaczynam od sprawozdania filmowego 🙂

Jak pewnie niektórzy pamiętają zapisałam się do dwóch ‚fejsbukowych’ grup – 52 filmy i 104 filmy. Chciałam po prostu sprawdzić, ile filmów oglądam rocznie, bo wydawało mi się, że sporo. W 2014 obejrzałam ich 155, w 2015 – 226. Ale – w tym roku ‚wliczałam’ również sztuki teatralne obejrzane w tv (2) oraz sezony seriali (13). Nawet bez nich jednak mój wynik został poprawiony, 211 oznacza, że 52 zostały pomnożone 4 razy 🙂

Jeśli chodzi o szczegóły ‚czasowe’ – 52 filmy osiągnęłam 15 marca, 104 – 2 lipca, 156 – 30 czerwca. a 208 -19 grudnia filmami. Jeśli chodzi o ‚czyste’ liczby, to – 17 filmów to filmy kinowe (tu tez poprawa o 5, a wydawało mi się, że prawie nie chodziłam do kina w tym roku 😉 ), 1 obejrzany przez VOD, 2 w internecie, 35 na DVD i aż 171 w telewizji – no – powtórzę się – niech ktoś mi powie, że w telewizji nie ma nic do zobaczenia ciekawego!

A teraz, tak samo, jak w zeszłym roku, przy wymienieniu filmów, które uznałam za najlepsze – posłużę się kategoriami Oscarowymi 😉

Najlepszy film dokumentalny

jak i poprzednio, najlepszy film dokumentalny, to film o muzyku 🙂 Wspaniały, wzruszający, mądry – i film, i bohater – jeśli jeszcze nie widzieliście – koniecznie to nadróbcie!

"Sugar Man"

Najlepszy film animowany
2014 był pod w tej kategorii fantastyczny, tym razem nie miałam problemu z wyłonieniem najlepszego:

 "W głowie się nie mieści" – to nawet bardziej film dla dorosłych niż dla dzieci 😉 O emocjach, o tym, co nami rządzi, jak nad emocjami panować i czy w ogóle warto, jak tworzą się wspomnienia. Jeśli mielibyście obejrzeć ‚kreskówkę’ – to ta powinna się koniecznie znaleźć w centrum Waszego zainteresowania 🙂

Najlepsze efekty specjalne
tym razem aż trzy filmy:

"Hobbit: Pustkowie Smauga" – za fenomenalną postać smoka 🙂


"Mission Impossible- Rogue Nation" 
– za świetną scenę pościgu samochodowego 🙂
"Avengers: Age of Ultron" – za postać Visiona i końcówkę (Quicksilver, ech!)

Najlepsza muzyka 

"Whiplash"  – cały z muzyki, choć nie o muzyce właściwie 😉
Najlepsza piosenka
w ubiegłym roku tej kategorii nie było, ale w tym roku była taka jedna piosenka z filmu, której słuchałam bardzo, bardzo wiele razy 😉
"Love was My Alibi– z filmu "Źródło nadziei"


Najlepsza rola męska

"Whiplash" – oprócz doskonałej muzyki to przecież znakomity film i do tego bardzo dobrze zagrany, to był film dwóch aktorów – J. K. Simmons jako diaboliczny i wymagający (cóż za eufemizm!) nauczyciel-dyrygent był po prostu przerażający, a Miles Teller jako młody adept gry na perkusji zagrał tak, że czuło się niemal fizycznie wszystkie jego emocje.

Najlepsza rola kobieca

"Vera"  – tym razem nagroda moja idzie nie do filmu, a do serialu na podstawie powieści kryminalnych Ann Cleeves. Tytułowa Vera to policyjny detektyw, kobieta starsza, lekko niechlujna w obyciu, ale staranna w śledztwach, niezbyt sympatyczna, ale szczera i z dobrym sercem. Brawa dla Brendy Blethyn, która sprawiła, że pokochałam bohaterkę 😉

Najlepszy film polski

"Jeziorak"  – naprawdę udał się film twórcom – prawdziwie rasowy kryminał, ze specyficznym klimatem;
 "Czarny czwartek"  – tu chyba nie da się napisać niczego, co nie brzmiałoby banalnie. Trudny moment naszej historii, scenariusz składający się w zasadzie w całości z prawdziwych wypowiedzi bohaterów i fragmentów akt, dodatkowo świetnym pomysłem realizacyjnym było to, żeby całą gdyńską tragedię pokazać przez pryzmat najzwyklejszej rodziny.

A zanim najważniejszy film, trzy wyróżnienia specjalne:

"Hugo i jego wynalazek"  – absolutnie czarodziejski film o magii kina, które pod koniec ubiegłego roku, dokładnie w dniu również moich urodzin, skończyło 120 lat! Obowiązkowy film dla wszystkich miłośników ekranu 🙂

"Nostalgia anioła"  – wiem, że film smutny, temat straszny, ale dla mnie to jedne z najładniejszych filmów, jakie widziałam. Przepiękne zdjęcia, niesamowity nastrój i tak przenikliwie, prawdziwie i poruszająco ukazana więź córki z ojcem.

"Człowiek ze stali"  – za inne podejście do superbohatera, za ukazanie jego historii, za Krypton, za fajny partnerski związek i za Kevina Costnera 🙂


NAJLEPSZY FILM
Jak pisałam już w poprzednim zestawieniu dla mnie kino to wielka magia, najważniejsze są emocje – seans jest udany, jeśli na nim płakałam, śmiałam się, bałam. Ponownie więc wybrałam film, na którym doznałam tego wszystkiego,a le dostałam jeszcze do tego przepiękną historię o miłości – o miłości głównego bohatera do żony, o jego miłości do synów, o miłości braterskiej (tak niesamowitej, że na samo wspomnienie łzy ciekną mi po policzkach), o miłości kobiety i mężczyzny wreszcie, choć z tak odległych światów, to przecież z tak bliskim porozumieniem dusz. Do tego jeszcze ten epicki rozmach, wielka historia I wojny światowej – bitwy pod Gallipoli, egzotyczna sceneria zapierająca dech w piersiach.

Filmem roku jest:

"Źródło nadziei"

Na koniec jeszcze tylko słowo – miniony rok filmowo był głównie rokiem Jamesa Bonda (kilka filmów już za nami, kolejne przed ;)) oraz rokiem powrotu (dla mnie) i poznawania (MC) filmów z lat 80-tych – za nami m.in. "Pogromcy duchów", "Powrót do przyszłości", "Gliniarz z Beverly Hills", "Wiecznie młody", "Szpiedzy tacy jak my". Na pewno będziemy to kontynuować w tym roku, którego początek będzie jednak pod szyldem Gwiezdnych Wojen (dla obojga z nas będzie to nowa przygoda). A jeśli znacie, pamiętacie jakieś inne fajne filmy z tamtych lat, które można obejrzeć z dzieckiem, to koniecznie napiszcie w komentarzu!

Podsumowanie listopada

Rok się kończy powoli, czas na podsumowania, ale u mnie wciąż zaległości cała masa …

Czas na pierwszą z nich – podsumowanie listopada.

Czytelniczo  

Nieźle, jak na taki miesiąc – 7 książek:

1. "VIP room" Jens Lapidus – znakomity kryminał, o którym więcej niedługo;

2. "Martwe Jezioro" Olga Rudnicka – nadrabiam wcześniejsze powieści autorki 🙂 ;

3. "Przypadki pewnej desperatki" Magdalena Wala – druga książka wydana w serii "Z babeczką, moim zdaniem słabsza niż Agaty Przybyłek;

4. "Pan Przypadek i fioletowoskórzy" Jacek Getner – kolejna część przygód Przypadka -jak zawsze świetna, dowcipna i z doskonałymi obserwacjami 😉

5. "Bajka" Henryk Sienkiewicz – przeczytana w ramach TWC;

6. "Blondynka, niebieskie oczy" Karin Slaughter – również w ramach TWC;

7. "Cicha 5" K. Bonda, M. Kalicińska, K. Michalak, K. Mirek, N. Socha, M. Warda, M. Witkiewicz – świąteczne opowiadania.


Na blogu nie opisałam żadnej lektury…

 
Nowe nabytki:

– "Smak świąt" Agnieszka Maciąg;

– "Baza G-8" druga część Koalicji Szpiegów Agnieszki Stelmaszyk – dla MC;
– "Cicha 5" – wspomniana wyżej
– "Kobiety z Czerwonych Bagien" Grażyna Jeromin-Gałuszka – kupiona w kiosku w ramach nowej serii wydawniczej

Filmowo:
lepiej – 15 filmów, 1 w kinie, 1 na DVD, a pozostałe w telewizji. W tym były dwa sezony seriali ("Prokurator" i "Co ludzie powiedzą"), trzy powroty do filmów z lat 80-tych, ale ogólnie to był miesiąc z Jamesem Bondem 🙂 Najlepszy film to zdecydowanie "Spectre", czyli najnowsza część perypetii agenta 007. 

Listopad i grudzień blogowo były bardzo słabe, ale widzę, że ta przerwa powtarza się już kolejny rok. Trzymajcie kciuki, żeby ten zaczątek zapału, który zaczynam odczuwać, przekuł się na większą ilość postów 😉


Podsumowanie września

Tym razem zdążyłam 🙂

Czytelniczo 

Lepiej niż miesiąc temu – 8 książek

1.

"Szkoła latania" Sylwia Trojanowska – recenzja już wkrótce, a teraz na szybko – świetna powieść nie tylko dla młodzieży, bardzo mi się podobała!

2. "Tytus, Romek i A’tomek w bitwie warszawskiej 1920r." Papcio Chmiel – wielka księga komiksowa, przeczytana wspólnie z MC;

3. "Klub filmowy" David Gilmour – książka, która jest wyzwaniem dla rodziców – trzeba się zmierzyć, i to bardzo!, z wzorem wychowania, jaki funkcjonuje ogólnie, ale troszkę więcej na jej temat już niedługo we wrześniowym podsumowaniu TWC 🙂

4. "Bajki, które zdarzyły się naprawdę" Anna Moczulska – o niej też już niedługo, bo jest bardzo warta szerokiej reklamy! Żeby nauczyciele historii w ten sposób ją nam opowiadali 🙂

5. "450 stron" Patrycja Gryciuk – kryminał, choć nietypowy;

6. "Przepis na święta" Debbie Macomber – więcej w ramach TWC;

7. "Tysiąc drzewek pomarańczowych" Kathryn Harrison – powieść historyczna, o dwóch młodych kobietach, których losy gdzieś tam się splotły, choć nie do końca bezpośrednio; muszę jeszcze ‚dojrzeć’ chwilę do jej opisania;

8. "Polak potrafi, Polka też" Jan Wróbel, Ewa Wróbel – świetna książka, każda szkolna biblioteka powinna ją mieć, a co tam – niech będzie w każdym polskim domu – bo zawsze warto dumnym być z osiągnięć innych krajan – autorzy nam o tym przypominają – a kogo nam przedstawiają opiszę już niedługo w recenzji 🙂

Na

blogu opisałam sześć tegorocznych lektury

 
Nowe nabytki – po miesiącu bez kupowania – są:

– "Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" Rafał Skarżycki – druga część cyklu, MC pierwszą dostał w szkole za wyniki w nauce;

a teraz moje szaleństwo 😉 – nie mogłam się oprzeć tej sławnej biedronkowej promocji – "Kup 2, trzecia za grosz" 😉 :
– "Przygody Hucka Finna" Mark Twain – jedyna dla MC,
– "Srebrna dziewczyna" Elin Hilderbrand
– "Powrót na wyspę" Elin Hilderbrand
– "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes
– "Klub porcelanowej filiżanki" Vanessa Green
– "Poszukiwany Colin Firth" Mia March

Elin Hilderbrand brałam w ciemno, jej "Piękny dzień" ogromnie mi się podobał! Ostatnie trzy to powieści z serii "Leniwa niedziela" – Jojo Moyes po "Razem będzie lepiej" też biorę w ciemno, Mię March poznałam w "Klubie filmowym Meryl Streep" i było to udane spotkanie, a trzecia jakoś tak wydała mi się sympatyczna i "otulająca" *

Filmowo

duuużo słabiej – tylko 12
filmów, ale i tak ze swoistym rekordem bo aż 3 w kinie (!), pozostałe 9 w
telewizji. Najlepszego znów nie było, ale bardzo się cieszę, że większość z nich obejrzałam z MC, w tym "Siedmiu wspaniałych", czyli absolutny klasyk (i da się oglądać – tak to jest z ponadczasowymi historiami oraz świetnymi aktorami).

A wrzesień upłynął jakoś tak … szybko i niespodziewanie 🙂 Trzeba było wdrożyć nową rutynę roku szkolnego i to zajmowało głównie mój czas. A, poniżej wykaz lektur na ten rok (5 klasa), obiecany w poprzednim podsumowaniu, bardzo ubogi moim zdaniem, ale mam nadzieję, że coś jeszcze pani dorzuci:
– "Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl
– "Chłopcy z Placu Broni" Ferenc Molnar
– "Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren
– "W pustyni i w puszczy" Henryk Sienkiewicz

Hmm, dwie jeszcze z moich czasów 🙂 Tego Nemeczka już bym ich darowała jako lekturę obowiązkową … A Wy?

Jeszcze jedna ważna informacja – październik to miesiąc blogowych urodzin – będzie konkurs! 🙂

* "otulające" lektury – to sformułowanie mignęło mi gdzieś na FB, na profilu któregoś z wydawnictw i bardzo mi się spodobało, teraz będę go używać na określenie tych książek, które mają ciepłą atmosferę, skutecznie pozwalają choć na chwilę zapomnieć o problemach i mają bohaterów, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić 🙂

Podsumowanie sierpnia

Już prawie wrzesień się kończy, a ja nie opisałam jeszcze sierpnia – zgroza! 🙂

Czytelniczo 

Dobra passa się skończyła 😉 – przeczytałam tylko 5 książek 🙂

1.

"Prostota serca" Gustaw Flaubert;

2.

"Dzikuska" Irena Zarzycka;

3. "Sekret Sonji" Asa Hellberg – druga część "Ostatniej woli Sonji" – recenzja już wkrótce 🙂

4.
"Ludzie w kłopotliwych miejscach" Jonathan Gray;

5. "Władca much" William Golding

Na

blogu, tak jak w czerwcu i lipcu, opisałam trzy tegoroczne lektury.

 
Nowych nabytków – brak 😉

Filmowo

absolutny rekord! – 32
filmy! – 1 w kinie, 28 w
telewizji oraz 3 na
dvd (w tym jest cztery seriale lub miniseriale) Najlepsze – chyba takiego super znowu nie było. Ale kilka wyróżnię – "Zamieszkajmy razem" – piękny film o oswajaniu starości; "Szkoła wdzięku Madame Hotchkiss" o oswajaniu straty; "Surferka z charakterem" – historia oparta na faktach o oswajaniu traumy i lęku – wielce podbudowująca, motywująca – o sile charakteru, wiary i miłości bliskich. Przy okazji nadmienię, że 30 sierpnia potroiłam liczbę 52 obejrzanych filmów, co już jest pobiciem wyniku zeszłorocznego (155 filmów) 🙂

Sam sierpień upłynął raczej spokojnie, upalnie, a zakończył się oczywiście przygotowaniami do szkoły. Ale o nowych szkolnych lekturach w następnym podsumowaniu 🙂 

TWC lipiec, sierpień 2015, czyli minihurtownia :)

TWC – a co to jest? Ha, wyjaśnię już za chwilę.

Książek ‚analogowych’ mam całe mnóstwo, wśród nich tych nieprzeczytanych jest koło setki. Dlatego jakiś czas temu ograniczyłam trochę napływ nowych. Zauważyłam jednak, że nagle, zupełnie niepostrzeżenie ;),  znacznie wzrosła mi liczba kupowanych książek elektronicznych – widocznie równowaga w przyrodzie być musi 🙂 Potrzebowałam jakiegoś ‚kopa’, żeby zwiększyć ich ‚czytalność’. Pierwszym krokiem była zmiana mojego udziału w stosikowym losowaniu u Ani – od sierpnia losowana jest dla mnie jedna e-ksiązka z kolejnej dziesiątki (a jest ich sporo!). A TWC? To Tygodniowe Wyzwania Czytelnicze (pozdrawiam założycielkę – Andżelikę) na Facebooku, które idealnie ‚wstrzeliły’ się w moje potrzeby 🙂 Co tydzień nowy temat przewodni, liczba i dobór książek nieograniczone, termin można przekroczyć, ale wtedy wpisujemy się na listę – po terminie 😉

Dziś pierwsze miesięczne podsumowanie mojego w nich udziału pod hasłem ‚prawie’ 😉 Pierwsze prawie – to prawie dwumiesięczne pierwsze podsumowanie miesięczne 😉 , bo wyzwania zaczęły się pod koniec lipca, łączę więc lipiec i sierpień. Przed Wami sześć motywów i prawie 😉 sześć przeczytanych w ich ramach książek.

1. Jedno słowo w tytule

 

W czasie zmieściłam się z ebookiem "Niespodzianki" Debbie Macomber (ale o niej więcej za parę miesięcy – to książka pasująca do Znalezionego pod choinką), po terminie skończyłam "Uroczysko".

2. Klasyka

W ‚czeluściach’ czytnika znalazłam Flauberta i nowelkę "Prostota serca". To prosta historia prostej służącej. Prosty, skromny żywot, monotonny, rutynowy, ale przecież w jakiś sposób dający poczucie bezpieczeństwa. Zostaje ono załamane śmiercią pani. Wtedy, jedyny raz, służąca wykazuje jakieś oznaki zaangażowania, chęci czegoś więcej, ale nic rewolucyjnego – ona nie chciała niczego więcej od życia ponad to, co miała. Smutna historia. Ale czy to pochwała takiego losu, umiejętności bezwolnego podporządkowania się, ‚znania’ swojego miejsca w szeregu, czy może wręcz przeciwnie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

3. Literatura polska

To był trochę powrót do czegoś przeczytanego w latach nastolęctwa. Wtedy historia miłosna zaniedbanej wychowawczo Ity, panienki z dworku, chowanej bez matki, przy trójce braci oraz Witolda – przyjaciela jednego z nich, który przyjeżdża ‚uładzić’ tytułową dzikuskę – bardzo mi się podobała. Teraz razi oczywiście naiwnością, cukierkowatością, ale na pewno ma wartość sentymentalną wielką. Inaczej spojrzałam też na nią, gdy poszperałam trochę o autorce – napisała sporo powieści, ale za PRL objęte były absolutną cenzurą i wycofywano je z bibliotek. No tak, pochwała życia arystokratycznego nie wpisywała się w klimat epoki. Sama Irena Zarzycka we wstępie do wydania już bardziej współczesnego pisze, że "Dzikuskę" napisała w 1927 r. (miała wtedy 27 lat), gdy świat wyglądał zupełnie inaczej, a koszmar wojny nie wywrócił jeszcze kompletnie do góry nogami tego, co w życiu ważne. Ramotka, ale warto przeczytać.

4. Skandynawski kryminał

To niestety kolejne prawie – bo prawie skończyłam ;), a do tego prawie skandynawski, bo autor to Anglik. Ale oparty na duńskim serialu z akcją w Kopenhadze. To historia śledztwa prowadzonego w sprawie morderstwa nastolatki, znalezionej w samochodzie należącym do sztabu wyborczego jednego z trójki kandydatów na burmistrza Kopenhagi. Tropy się mnożą, policjanci robią krok w przód, po to, by za chwilę cofnąć się o dwa. Kto zabił? Czy lokalny polityk jest w to zamieszany? Jeszcze nie wiem, ale pewnie się dowiem 😉 Bardzo podoba mi się główna bohaterka – Sara Lund, policjantka z trochę trudnymi relacjami z otoczeniem 🙂

5. Żółta okładka 🙂

Hmm, to bardzo króciutka książka, ale próbuje obalić Teorię Ewolucji. Przy okazji wskazuje na błędy datowania geologicznego i obala kilka innych tez. Czy autor ma rację? Nie jestem do końca przekonana, ale na pewno niektóre rzeczy przez niego wskazane dają do myślenia i każą się zastanowić, czy rzeczywiście świat powstał w taki sposób, jaki znamy i czy liczy sobie setki milionów lat czy może jednak mniej.

6. Autor, którego jeszcze nie czytaliśmy

Wstyd nie wstyd, muszę się przyznać – czytałam to pierwszy raz. Chociaż sama historia była mi znana z filmu. Cóż można napisać  o czymś, co jest znane i uznane tak bardzo? To jest naprawdę dobra książka. Zadziwiająco krótka, jak na takie nagromadzenie zdarzeń, postaw, emocji. Grupa chłopców po katastrofie samolotu znajduje się na bezludnej wyspie. Próbują jakoś zorganizować sobie na wzór dorosłych życie do czasu, gdy zostaną uratowani. Stopniowo jednak górę biorą niepewność, strach. A czasem strach wywołuje agresję zgodnie z maksymą, że ‚najlepszą obroną jest atak’. Rzeczywiście mistrzostwo w pokazaniu, jak działa ‚psychologia tłumu’, jak łatwo można popaść w anarchię. Przerażające, że dotyczyło dzieci, bo przecież nie niemożliwe. Przyznam, że choć tłumaczenie było lekko ‚kulawe’, to i tak mam teraz chwilową ‚zgagę książkową’ – trudno po tak dobrej literaturze czytać inne książki … 🙂 A "Władca much" był także moją stosikową lekturą na sierpień.

To tyle w lipcu i sierpniu, ciekawa jestem, jakie też wyzwania czekają na mnie we wrześniu. A może i na Was? Może chcecie się tutaj przyłączyć? 🙂

Podsumowanie lipca i wyniki konkursu „Zabierz książkę na wakacje”

Ha! Dziś równo połowa sierpnia, więc to właściwie ostatnia chwila na podsumowanie lipca.

Zaczniemy tym razem od przypomnienia wpisu o książkach na wakacje – opisywałam w nim zbiorcze dzieło kilkudziesięciu blogerów – poradniku "Co czytać w wakacje". Ogłoszony był również konkurs z nim związany – "Zabierz książkę na wakacje".
W konkursie wzięło udział 113 osób! Wszystkie podały prawidłowe odpowiedzi, a zwyciężyła Karolina Czwojdzińska – gratulacje!
Was zachęcam, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, do pobrania poradnika – bo przecież książki tam polecane można czytać nie tylko w wakacje, ale i w nadchodzące długie jesienne, mroźne zimowe, czy słoneczne wiosenne wieczory 🙂

A teraz już podsumowanie:

Czytelniczo 

Dobra passa z poprzedniego miesiąca trwa! Przeczytałam 9 książek 🙂

1.

"Agatha Raisin i śmiertelna pokusa" M. C. Beaton – jakoś zatęskniło mi się za Agathą 🙂

2.

"Pora na śmierć" David Hewson;

3.

"Nie zmienił się tylko blond" Agata Przybyłek;

4. "Wyspa" Joanna Miszczuk – najnowsza powieść autorki sagi o matkach, żonach, czarownicach; zupełnie inna, trochę podobna – recenzja już jutro!

5. "Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyna Kwiatkowska – kryminał retro w polskim damskim wydaniu, znakomity! Zostałam fanką pani Katarzyny, może Jana Morawskiego nie pokochałam tak jak inne blogerki, ale Mateusz jest moim absolutnym faworytem! 🙂

6. "Niespodzianki" Debbie Macomber – lekkie, ale niegłupie czytadło, rozgrywające się w bożonarodzeniowym czasie 🙂 Przeczytane w ramach Tygodniowych Wyzwań Czytelniczych na FB (taaak, przystąpiłam do takiej grupy, ale postanowiłam, że wykorzystam te wyzwania na ‚czyszczenie’ czytnika – bo tam nie wiem kiedy 😉 jakoś strasznie dużo książek się zagnieździło – może to jakiś wirus? :))) – tu było hasło " Z jednym słowem w tytule"

7. "Do trzech razy Natalie" Olga Rudnicka – kolejne spotkanie z siostrami Sucharskimi, i nie, nie wierzę autorce, że nie będzie kolejnych 🙂

8. "Uroczysko" Magdalena Kordel – druga część "Sezon na cuda" jest dla mnie książką szczególną, bo to właśnie ona natchnęła mnie do założenia wyzwania "Znalezione pod choinką" (które za jakieś dwa miesiące będzie miało kolejną edycję), musiałam więc sprawdzić, jak to się wszystko zaczęło 🙂

9. "Lody dla królowej" Anthony Capella – a to prawdziwa perełka Doskonała powieść historyczna! Intrygi dworskie, wielkie uczucia trzymane w ryzach, a do tego historia powstawania lodów! Wspaniała uczta literacka 🙂

Na

blogu, tak jak w czerwcu, opisałam trzy tegoroczne lektury.

 
Nowe nabytki:

– "Jana ze Wzgórza Latarni" i "Spełnione marzenia" Lucy Maud Montgomery – ostatnie już części kolekcji 🙂

Filmowo

dużo lepiej
niż w poprzednich miesiącach – 21
filmów – 14 w
telewizji oraz 7 na
dvd (w tym jest miniserial TV "Dziewczyna z indyjskim szmaragdem" oraz pierwszy sezon serialu "Skandal").
Najlepsze – chyba takiego naprawdę super nie było niestety. Ale kilka zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie (większość obejrzana w tv na kanale AleKino+, który od niedawna odkrywam z nieukrywaną przyjemnością). Są to: niemiecki dramat oparty na faktach o parze napadającej na banki "Bank Lady" (świetna historia, znakomicie zrealizowany film); niespieszny opowiadający historię nie wprost a bardziej między słowami film indyjski "Smak curry" oraz świetna, boleśnie prawdziwa ekranizacja szpiegowskiej powieści Johna Le Carre "Bardzo poszukiwany człowiek".

A poza tym – druga połowa lipca to wyczekany urlop w Chorwacji – spacery, plażowanie, atrakcje akwaidalne (kto choć raz widział serial "Co ludzie powiedzą", ten pewnie pamięta odcinek z nimi właśnie 🙂 ), słońce, woda, pyszne jak zwykle pełne smaku jedzenie i słodkie nicnierobienie :)))

Po powrocie był mały kilkudniowy szok termiczny ;), ale sierpień to prawdziwie południowe upały, które lubię, ale chyba bardziej nad wodą 😉