Ostatnia podpowiedź :)

"KTO JEST AUTOREM KSIĄŻKI, KTÓREJ NIEDOKOŃCZONĄ OKŁADKĘ PRZEDSTAWIAMY?"

Dziś ostatni fragment okładki.

Podpowiedź 3 – autor jest kobietą.

Ja nadal nie wiem, jutro pewnie się dowiem razem z Wami, gdy otrzymam właściwą pełną wersję okładki 🙂

Tajemnica powoli się wyjaśnia …

lub nie 😉

"KTO JEST AUTOREM KSIĄŻKI, KTÓREJ NIEDOKOŃCZONĄ OKŁADKĘ PRZEDSTAWIAMY?"

Dziś kolejny fragment okładki.

Podpowiedź 2 – to thriller 🙂

Jutro ostatnia część okładki oraz ostatnia podpowiedź.

Wiecie już, kto może być autorem? Ja nie mam pojęcia – chyba wciąż za mało kryminałów i sensacji czytam …

Tajemnicza książka

Rzadko to robię, ale tym razem dałam się skusić, bo sama jestem ciekawa 🙂

"KTO JEST AUTOREM KSIĄŻKI, KTÓREJ NIEDOKOŃCZONĄ OKŁADKĘ PRZEDSTAWIAMY?"

Dziś pierwszy fragment okładki.

Podpowiedź 1 – wydana będzie przez wydawnictwo Burda Książki.

Jutro i pojutrze kolejne podpowiedzi.

No to do dzieła – kto jest autorem? Zgadujcie 🙂

Książkowy Dzień Flagi

Moi Drodzy, zapraszam do wspólnej zabawy!

Ułóżcie flagę z książek, najlepiej polskich autorów (ale niekoniecznie), zróbcie zdjęcie i udostępniajcie tam, gdzie możecie – blog, Facebook, Twitter, Instagram, itp. Jeśli macie ochotę – podajcie mi w komentarzu linka do jutra do godz. 18.00, zedytuję potem tego posta i umieszczę małe podsumowanie 🙂

To co – pomożecie? :)))

#DzienFlagi

Judasz – Tosca Lee

Niedawno w kościele katolickim obchodziliśmy Niedzielę Palmową. Zabraliśmy do kościoła palmy jako symbol triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, ale także wysłuchaliśmy „Męki pańskiej”. Cały tydzień przygotowywaliśmy się do najważniejszego święta – Zmartwychwstania, Wielkiej Nocy.

Wszyscy wiemy, jak doszło do tego, że Jezus został pojmany, osądzony, a potem ukrzyżowany; wiemy, kto go zdradził i jaką dostał za to zapłatę. Ale czy na pewno? Czy na pewno wiemy, że zdradził, a nie wydał? Jakie motywy kierowały Judaszem?

jtl

Te pytania postawiła sobie Tosca Lee, a próbę odpowiedzi, znalezienia motywacji, tego, co kierowało Judaszem, zawarła w powieści jemu poświęconej.

Judasza poznajemy najpierw, gdy był małym chłopcem, miał szczęśliwą rodzinę. Niestety zamieszki, bunt, powstanie sprawiły, że to wszystko uległo ogromnej zmianie. A później mamy przeskok do momentu, gdy dorosły już Judasz, szanowany obywatel Jerozolimy, skarbnik przy świątyni, udaje się nad Jordan, by zobaczyć Jana Chrzciciela. Co się działo dalej wiemy z Ewangelii, ale to wbrew pozorom wcale nie ‚ułatwia’ czytania. Tu wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy Judasza, a to jest bardzo ciekawe spojrzenie.

Tosce Lee na pewno trzeba przyznać jedno – jak mało kto potrafi w jednej chwili, już od pierwszej strony przenieść czytelnika o tysiące lat wstecz, o tysiące kilometrów. Czytając byłam całkowicie ‚zanurzona’ w świecie powieści. Choć niby znaną, to jednak pochłaniałam tę historię z wielką zachłannością. Nie była to łatwa lektura, wielokrotnie musiałam ją odkładać na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. Ból, jakieś takie dziwne, dojmujące odczucie smutku towarzyszyły mi w zasadzie od początku.

Postaci stworzone są wspaniale – Judasz, Jezus, Jan Chrzciciel, inni apostołowie są tak pełnokrwiści, tak wielowymiarowi ze swoimi słabościami, że miałam wrażenie, że wcale nie czytam o postaciach nie żyjących od tylu wieków.

Nie zdradzę oczywiście, w jaki sposób autorka ‚wytłumaczyła’ postępowanie Judasza. Dla mnie dość ciekawy to trop, wielce prawdopodobny. Łatwiejszy do przyjęcia niż ten z tzw. Ewangelii Judasza. Zresztą również Jezus jest ukazany inaczej niż zazwyczaj, bardziej, hmm, jak człowiek?

Cała powieść jest niezwykle mroczna, jakby cały czas wisiało nad Jerozolimą nieszczęście. Wszystko jest opisane bardzo sugestywnym językiem – obrazy same się ‚wyświetlały’, słyszałam gwar ulic, czułam niemalże wszystkie opisywane zapachy. Dawno nie czytałam z taką intensywnością.

Muszę przyznać, że na początku podeszłam do lektury niezbyt chętnie, ale ‚złapała’ mnie już od początku i nie puściła. Okazała się wspaniałym dopełnieniem Wielkiego Postu; sprawiła, że w tym roku jeszcze głębiej to przeżywam.

Na koniec krótki cytat z jednej z wielu rekomendacji, które zamieszczono na wstępie – „”Judasz” przedstawia najbardziej wiarygodne motywy Judasza, jakie kiedykolwiek opisywano w powieściach. To nie rozwścieczony, przerysowany, żądny zła Judasz, którego mógłbyś kopnąć i odejść niewzruszony. To Judasz, którym mógłbyś być ty czy ja”. Bardzo, moim zdaniem, trafny.

Poważna kandydatka do książki roku! Tak naprawdę brakuje mi słów, żeby ją opisać tak, jak na to zasługuje. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem, są w jego myślach, sercu. Z tych, o których jeszcze więcej myślimy, im więcej czasu mija od ich przeczytania. Które skłaniają nas do przemyślenia wielu spraw i spojrzenia na to, co znamy z innej sprawy. Które wybijają nas z utartego toru. Które nie są rozrywką, a właśnie tym czymś, czego szukamy, czego ja szukam.

Kilka informacji :)

Daję przede wszystkim znak, że jestem, czytam (wyniki tegorocznego czytania w zakładce z boku, nowe notki z wrażeniami dojrzewają.

A tymczasem chciałabym zaprosić na podsumowanie (marnego) roku na wyzwaniu Literatura palce lizać , ale również do współtworzenia nowej, specjalnej, okolicznościowej zakładki na blogu wyzwaniowym Klasyka literatury popularnej – 2016 Rok Sienkiewiczowski.

Zrezygnowałam na razie z podsumowań miesięcznych, będą kwartalne 🙂 oczywiście również filmowe (już pobiłam rekord ubiegłoroczny – 52 już dawno za mną 🙂 ). Uczestniczę w Tygodniowych Wyzwaniach Czytelniczych na FB (na razie w tym roku nie opuściłam żadnego), w stosikowym losowaniu na blogu Ani oraz w comiesięcznym wyzwaniu Ejotka (plus mini challenge, ale o tym w podsumowaniu kwartału).

Aaa, no i oczywiście próbuję żyć towarzysko 😉 , za mną już więc krótkie spotkanie z Agnieszką z Książkowa oraz dłuższe trochę, bardzo udane i sympatyczne spotkanie z Agnieszką, Zacofanym w literaturze, Kasią z Mojej pasieki oraz osobami towarzyszącymi 🙂
Liczę na powtórkę przy okazji tegorocznych Warszawskich Targów Książki, może w jeszcze większym gronie? 🙂

Sekret zegarmistrza – Renata Kosin

Malownicze, senne trochę Podlasie. Niewielki, prawie stupięćdziesięcioletni dom, w którym od lat mieszkała rodzina Leny. Lena w zasadzie też woli mieszkać w nim, niż z mężem i córką w Białymstoku. To tu czuje się najlepiej, z ‚duchami’ swoich dziadków, u których się wychowywała.

Trochę ‚zamętu’ w jej ustabilizowane i nudne odrobinę życie wprowadza nowa tajemnicza sąsiadka Nadia oraz niespodziewany remont. Remont, który odkryje sekretny pamiętnik. Do kogo należał? Dlaczego babcia nigdy nie mówiła Lenie o wszystkich członkach rodziny? Kim jest Emilie de Fleury? Jakie tajemnice skrywa Nadia i czy jej poszukiwania dalekiej krewnej łączą się jakoś z rodzinnym domem Leny?

Tropy prowadzą do Prowansji, a niektóre rodzinne sekrety może pomóc rozjaśnić tylko stara Derehajłowa, Honorata. Cóż z tego, skoro na każdym kroku pilnuje jej kuzyn Leny – Szczepan?

Brzmi trochę kryminalnie? Zapewniam, że tylko trochę, a ci, którzy spodziewają się krwawych 😉 scen – rozczarują się na pewno. Dużo ważniejsze w tej powieści są bowiem więzi rodzinne. Świetnie opisana wielopokoleniowa familia z tradycjami, powoli jednak rozpadająca się. Skrywane tajemnice, próby ukrycia niemiłych, niewygodnych wydarzeń nigdy nie kończą się dobrze. Do tego dochodzą nigdy niewypowiedziane na głos żale, pretensje – czy można o nich zapomnieć i żyć udając jakby nic złego się nie wydarzyło? Jeszcze trudniej, gdy dwie strony mają zupełnie inne wspomnienia tych samych zdarzeń – czyja wersja jest prawdziwa? A może obie? Jak to pogodzić? Wiem, że może nie dramat rodziny jest na pierwszym planie, ale to właśnie to zwróciło najbardziej moją uwagę.

A w tle / nie w tle jest jeszcze sporo – ciekawe nawiązania do powstańców styczniowych, do sławnych osób powiązanych z miejscami bliskimi Lenie – J. Kochanowskiego, M. Skłodowskiej-Curiem, P. Picassa. Wspaniale autorka odmalowuje Prowansję – urocze miejscowości Vallauris i Biot (możecie je teraz również zwiedzić wirtualnie na stronie R. Kosin). Bardzo interesującym ‚smaczkiem’ są wszechobecne zegary – dziadek Leny był zegarmistrzem, puszka z nieodebranymi zegarkami odegra ważną rolę w tej historii, ale marzę wprost o choćby jednej sztuce biżuterii przez Lenę wytwarzanej – połączeniu szlachetnych metali, kamieni z mechanizmami zegarków!

Bardzo polubiłam wszystkich w zasadzie bohaterów tej powieści – i pogubioną trochę Lenę, i jej dzielną córkę Ksenię, i nieszczęśliwą obarczającą się winą Nadię. I cały szereg tych postaci z drugiego planu w tym, tą, która mnie najbardziej ‚porwała’, czyli stara Derehajłowa -cóż za ‚stara wiedźma’ – cwana, bystra, i z sercem, choć niekoniecznie na dłoni 😉

Jeżeli lubicie rodzinne opowieści, a także skrywane przez lata tajemnice to ta powieść jest dla Was! Gorąco polecam, a sama po cichu liczę, że R. Kosin szykuje już drugą część 🙂

Złamane pióro – Małgorzata Maria Borochowska

Dziś, walentynkowo, o powieści, w której miłość się pojawia, ale nie jest do końca na pierwszym planie, ale staje się katalizatorem dla czegoś bardzo ważnego.

"Złamane pióro" to historia młodej dziewczyny, Emily. Wiemy o niej tyle, że skończyła studia, że jej rodzice i brat wyjechali, a ona sama nie chcąc rozpocząć pracy nauczycielki osiada na wsi w domku odziedziczonym po babci. Chce spróbować być samodzielna, sprawdzić się, odkryć, czy to co chce robić w życiu ma jakiś sens. Emily czuje bowiem, że jest pisarką, od zawsze żyje w podwójnym świecie. Wyczuć też można, że w jej życiu wydarzyło się coś dramatycznego, Emily zachowuje się czasem dziwnie, jest spięta, nieufna, niechętnie nawiązuje nowe znajomości.

Na wsi odwiedza ją przyjaciółka Alicja, która jest architektem, a także … wykładowca Alicji – Jacob, który, jak się okazuje, jest właścicielem osiedla, na którym znajduje się domek Emily. Nowy sąsiad to dojrzały mężczyzna, tajemniczy, niewiele zdradzający ze swojej przeszłości. Nie pozostanie to bez wpływu na Emily, której pisarska wyobraźnia podpowie różne rzeczy.

Książka pisana jest jakby dwutorowo, fragmenty rzeczywistości przeplatane są fragmentami powieści Emily. Powieści osadzonej w świecie fantastycznym, pełnym dziwnych postaci. Na początku, co muszę przyznać, trochę mnie to irytowało, ale gdy w końcu powieść naszej bohaterki wychodzi na pierwszy plan, zostałam ‚kupiona’, choć przecież nie przepadam za fantasy.

Dlaczego tak się stało? O tym za chwilę, poniżej. Teraz jeszcze tylko krótko napiszę, że świetnie udało się autorce powiązać te dwa światy, przenikały się naprawdę interesująco. Od pewnego momentu zaczynamy mocno kibicować Emily i po prostu nie możemy odłożyć książki na bok – skończyłam ją naprawdę późno w nocy.

Malutkie minusy – po pierwsze przydałaby się trochę lepsza korekta, a po drugie – ale to tylko takie moje małe ‚uprzedzenie’ – nie lubię, gdy bohaterzy książek polskich autorów mają ‚obce’ imiona i nazwiska.

A teraz już o tym, co mnie ostatecznie ‚kupiło’. To znakomita zabawa słowem. Cała powieść napisana jest pięknym językiem (stąd minus za korektę, bo literówki psują to trochę), widać też znajomość tego, o czym autorka pisze – architektury czy gry na fortepianie. Ale prawdziwa zabawa ma miejsce w powieści Emily – bohaterowie jej powieści – komuniści Doliniarze, demokraci Góranie, Mokradanie, Ekonadzy, De Watki, zasady rządzące ich światem to istne perełki. Jeśli chcecie poznać etymologię tych nazw, a także na czym polega komunizm i demokracja w tym świecie – musicie przeczytać "Złamane pióro".

Ale warto też poznać tę książkę ze względu na to, jak ważny temat porusza. To poszukiwanie siebie, odnajdywanie własnej drogi życiowej. Czy lepiej, gdy rodzice ją dla nas wybierają, popychając potem lekko, by utrzymać właściwy tor? Czy może lepiej próbować ją znaleźć na własną rękę przeciwstawiając się woli rodziców? Co zrobić, gdy dodatkowo weźmie się na siebie brzemię zadowalania innych i co, gdy to brzemię stanie się zbyt ciężkie i granice wytrzymałości zostaną przekroczone? Czy da się żyć z poczuciem winy próbując na życie zasłużyć? Czy na życie w ogóle trzeba zasługiwać? Czy trzeba sobie zasłużyć na to, żeby być kochanym? Trudne pytania, a powieść M. M. Borochowskiej raczej skłania do samozastanowienia się niż daje proste odpowiedzi.

Pan Przypadek i fioletowoskórzy – Jacek Getner

To już czwarte spotkanie z detektywem-amatorem Jackiem Przypadkiem. Tym razem ton trzem opowiadaniom nadają ludzie bezdomni. To pewna, dość specyficzna grupka takich osób odegra ważną rolę w trzech różnych zagadkach kryminalnych.

W pierwszym opowiadaniu "Winetu i Old Spejs" Jacka o przysługę prosi jego dawny szkolny kolega, teraz żyjący ‚wolno i niezależnie’ Winetu. Zaginęła jego ukochana Old Spejs. Co się z nią stało, czy rzeczywiście postanowiła porzucić stan bezdomności, zrobiła sobie operację plastyczną czy może stało się coś złego, a Old Spejs nie ma już na tym świecie? I co wspólnego ma z tym pewien lekarz?
Drugie opowiadanie podobało mi się chyba najbardziej. "Wszyscy jesteśmy winni" to jego tytuł. Mamy przestępstwo – napad na bezdomnego i zuchwałą kradzież wózka z zawartością. I nie problem znaleźć winnego, tych jest aż za dużo, sami się zgłaszają i każdy z pełnym przekonaniem twierdzi, że on jest winien. O co chodzi? Może o pewien spadek, może o sprawy ‚wojenne’ i zawirowania właścicielskie pewnej kamienicy?
Z kolei ostatnie opowiadanie "Świentoszek" to znakomita satyra na ‚pseudoekologów’. Sprawa unicestwienia podfruwajki brązowonosej wzbudza wielkie zainteresowanie. Komu zależy na jej  nagłośnieniu?

Oczywiście, jak zwykle, śledztwa śledztwami, ale najciekawsze zawsze dzieje się na drugim planie. I w tym tomie wszystko gmatwa się jeszcze bardziej, chociaż jedno się wyjaśnia – mam nadzieję, że u Błażeja będzie już tylko dobrze 🙂 Rodzinne perypetie Przypadków zmierzają powoli ku ostatecznym decyzjom; zabawne są sądowe ‚podrywaczki’; cudowny ojciec Błażeja; szkoda, że trochę mało było Marzenki.
Jeśli pamiętacie, że w tych opowiadaniach można rozpoznać czasem pewne znane osoby, to tym razem też nie będziecie zawiedzeni. Scena kręcenia odcinka show Bolka Szołtysika jest po prostu znakomita.

Na koniec jeszcze jedna refleksja – już przy wcześniejszych tomach pisałam o znakomitym zmyśle obserwacyjnym autora. Świetnie widać to w tej części przy opisywaniu ludzi bezdomnych, są sportretowani bardzo dobrze, z pewną dozą sarkazmu, ale nie bez życzliwości, bez oceniania, o które tak łatwo.
Niezmiennie – czekam z niecierpliwością na kolejne przygody Jacka, licząc na to, że w końcu znajdzie odpowiednią dla siebie kobietę (moim zdaniem ta odpowiednia jest bardzo blisko, nie wiem tylko, czy autor ma tę samą koncepcję 😉 ).

Przy okazji chciałabym przekazać informację od pana Jacka Getnera:
prowadzi on akcję “Przypadek w każdej
bibliotece”. W jej ramach każda biblioteka (również szkolna), która do napisze do autora na adres jacekgetner@op.pl i wyrazi chęć
otrzymania egzemplarzy “Pana Przypadka i trzynastki” otrzyma ode niego darmowy
egzemplarz (koszt przesyłki jest również po jego stronie). 

Excentrycy – Włodzimierz Kowalewski

epssz

Od piątku na ekranach polskich kin gości najnowszy film Janusza Majewskiego „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie życia”, oparty na powieści Włodzimierza Kowalewskiego. Odkąd pierwszy raz usłyszałam o filmie, wiedziałam, że muszę go zobaczyć, a właściwie „usłyszeć” 🙂 , ale od początku byłam też pewna, że najpierw muszę przeczytać książkę. I o wrażeniach z lektury dziś, na wrażenia z filmu trzeba jeszcze chwilę poczekać 😉

Ciechocinek, późne lata 50-te. Część ludzi tak, jak Wanda żyje, a właściwie wegetuje – niczego nie pragnąc, do niczego nie dążąc, nie widząc sensu życia. I co najważniejsze – nie wspominając. Bo wspomnienia bolą okrutnie, od wojny, która zabrała wszystko – rodzinę, ukochane osoby, dawne życie, wolność – nie minęło jeszcze wiele lat. W kraju zmieniło się wszystko, o przeszłości lepiej nie mówić, bo można narazić się ‚donoszącym’. Nagle Wanda dostaje list od brata Fabiana, który postanawia wrócić do Polski z Wielkiej Brytanii. Po co ktokolwiek może chcieć wracać? Tym bardziej, że poza Wandą, nie ma nikogo bliskiego, kto przeżył …
A jednak Fabian przyjeżdża i od razu wprowadza życie i energię. Chce stworzyć big-band, który zagra choć jeden raz. Bo swing, ta wspaniała muzyka, płynie po prostu w jego żyłach. Do jej rytmu chodzi, tańczy, gra, oddycha, nią żyje. Znajduje kilku zapaleńców, również ‚potłuczonych’ przez los i zaczynają próby. Do zespołu dołącza również miejscowa nauczycielka Modesta, niezwykle tajemnicza i dawkująca starannie jakiekolwiek informacje o sobie, kobieta. Fabianowi udaje się także namówić do występów siostrę, choć ona wolałaby zapomnieć o dawnej swojej odsłonie.
Co się wydarzy w sennym kurorcie po sezonie? Czy można być nonkonformistą w takich dziwnych czasach? Kim są zagadkowi ludzie, którzy co jakiś czas zaskakują Fabiana dziwnym hasłem? Kim tak naprawdę jest Modesta? Czy Wandę czeka jeszcze szczęście? tego musicie dowiedzieć się z książki 🙂
Chociaż początkowo akcja rozwija się niespiesznie, szybko dajemy się porwać autorowi oraz swingowi. Dla mojego i młodszego pokolenia to jest fantastyczna podróż do świata, którego nie znamy, o którym wiemy raczej niewiele. Dla starszych z pewnością może to być podróż sentymentalna. Wiernie odtworzone realia życia w tamtych latach, klimat społeczny, swego rodzaju ‚upadek’ moralny. Świetnie nakreślone postaci. Fabian – około pięćdziesiątki, wydawałoby się, że niewiele już powinien chcieć, a jemu się chce, on się nie poddaje władzy i narzuconemu sposobowi życia. Wanda – najbardziej chyba ‚złamana’, ale chyba wzbudzająca największą sympatię. Znakomity drugi plan – muzycy, ‚skompletowani’ z najdziwniejszych typów – jest i milicjant, i starszy kelner, i stroiciel fortepianów (szukający w literaturze tropów na dowód homoseksualizmu twórców), i lekarz. Wśród nich nieoczekiwany bohater znalezionego przez Fabiana w pokoju pamiętnika dawnego przedwojennego lokatora (jak się okazuje autora wielu przedwojennych szlagierów – szkoda, że ten wątek nie został rozwinięty!). I jeszcze właścicielka pensjonatu, w którym zamieszkują Wanda i Fabian – wiecznie pijana, wiecznie w barłogu, wiecznie wspominająca dawnych kochanków Bayerowa.
Ale poza tymi oczywistymi plusami, jakim są czas akcji oraz doskonale sportretowani bohaterowie, jest jeszcze muzyka. Wiele tu ciekawostek, wiele muzycznych przebojów, wiele muzycznych mądrości. Aż ma się wielką ochotę posłuchać tych wszystkich big-bandowych evergreenów.
Polecam gorąco – przeczytajcie!!!
A potem idźcie na film, ja się wybieram w najbliższym czasie :), tymczasem wspólnie możemy obejrzeć zwiastun: