Non fiction – 1: Jajko i ja – Betty MacDonald

Ta książka, przeczytana w ramach wspominanego już stosikowego losowania (wylosowana na luty 2019), to – cytując Wikipedię:

„humorystyczny pamiętnik autorstwa Betty MacDonald. Opowiada o przygodach i codziennych trudach autorki – młodej żony, na kurzej farmie znajdującej się na odludziach Półwyspu Olimpijskiego w stanie Waszyngton.
Po raz pierwszy wydana w 1945 w Stanach Zjednoczonych z miejsca odniosła gigantyczny sukces. Już po miesiącu od pojawienia się książki na półkach, konieczny był dodruk i kontynuowany był przez kolejne dwa lata. Rok później wytwórnia Universal Studios zakupiła prawa do ekranizacji filmowej (główne postacie w filmie zagrali Fred MacMurray i Claudette Colbert). 12 września 1946 specjalna, milionowa kopia „Jajko i ja” została ofiarowana autorce przez gubernatora stanu Waszyngton, Monrada Wallgrena.”

Jak widać – to dosyć sławna swego czasu książka, która uchodzi za bardzo zabawną. Cóż, mam chyba dziwne poczucie humoru, bo … mocno mieszane uczucia we mnie wzbudziła.
To niby pamiętnik, ale trochę zbeletryzowany, z czasów, gdy autorka pełna romantycznego uniesienia wyjechała z mężem w góry, aby tam prowadzić fermę kurzą. Nie da się odmówić autorce zmysłu obserwacji, celnych spostrzeżeń, ironicznego poczucia humoru (również, co nieczęste, dystansu do siebie samej). Ale jednak czytając ją dziś, trudno nie zauważyć jakiegoś takiego poczucia pogardy – dla Indian, dla mniej wykształconych, dla ludzi prostych, którzy nie mieli wielkich aspiracji w życiu. Owszem, ich portrety są ciekawe, życie tam z pewnością było ciężkie i trzeba to sobie było jakoś rekompensować, żeby nie oszaleć. Jednak chyba nawet w tamtych czasach też można było zwyczajnie szanować innych ludzi, zwłaszcza takich, którzy przyjęli autorkę jak swoją i ofiarowali pomoc w różnych sytuacjach.
Nie wiem, nadal mam problem z tą książką. Nie umiem jej ocenić. Jak chcecie, to sami sprawdźcie, może Wam się spodoba? 🙂

Ale na plus zapisuję to, że można się z niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, a nawet zapragnąć pojechać w tamte miejsca 🙂

Horror? Powieść grozy? – Wyręby i Czarny Wygon

Czasem trzeba wyjść z tak zwanej strefy komfortu i zaryzykować, i spróbować czegoś innego. Jak wiecie, czytam prawie wszystko, ale jednak jakoś do tej pory unikałam horrorów 😉

Pamiętając jednak zachęcającą opinię dobrych znajomych, postanowiłam wreszcie sama sprawdzić, jak się odnajdę w gatunku – nazwijcie go jak chcecie – horror, powieść grozy, itp.. No i tak – szału nie było, fabuła dość przewidywalna, za to jeden atut ma autor niezaprzeczalnie ogromny – potrafi stworzyć w pozornie niewinnym opisie nastrój takiej grozy i poczucia ‚nieswojości’, że udało mu się skutecznie mnie przestraszyć 😃 i bałam się chodzić do piwnicy 😉Ale to całkiem właściwie miłe straszenie było.

No, a tu już muszę przyznać, że mnie się Wygon podoba bardziej niż Wyręby.
To jest opowieść w powieści – o przeklętej wiosce, która jest, a jej nie ma. MOżna do niej trafić raz na jakiś czas, ale czy można się z niej wydostać?
Przemawia do mnie opisana tu historia, jest ciekawa, pobudza mocno wyobraźnię. A jeszcze jak się było w kilku podobnych miejscach, w których dawno temu kwitło życie, a teraz chaszcze i zarośla tylko, to … ciężko zasnąć 😉 Tę książkę bardzo polecam! Chętnie obejrzałabym serial o Czarnym Wygonie 😉

2 tom Czarnego Wygonu – i ponownie ogromna przyjemność z czytania tych książek, taka, jakiej dawno nie miałam. Wpadam w ten świat zapomnianej wioski, rezonuję z nim, ciężko mi się z niego wydostać na świat zewnętrzny. Znakomicie sugestywnie napisane. I ten dreszcz strachu, taki niewielki, podskórny, ale jest. Już się nie mogę doczekać kolejnej części!

Obyczajowo 2 – Woda różana i chleb na sodzie; Milczący zamek; The Copper Beech/Czerwony buk

Dziś postanowiłam przedstawić trzy trochę różne od siebie powieści, ale wszystkie trzy są powieściami obyczajowymi, z takiej trochę wyższej półki. Dwie z nich przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Ani z bloga Przeczytałam książkę.

Na początek – bardzo króciutka notka o powieści, która jest drugą częścią (po „Zupie z granatów”) historii sióstr z Iranu, które zamieszkały w Irlandii. Bardzo przyjemna, ciekawa, mądra, ciepła. Poruszająca wiele trudnych tematów – aborcja, przemoc w rodzinie, problemy z zaufaniem, tolerancja, wiara. I żal wielki, że autorki już z nami nie ma, tak młodo zmarła …

A teraz pierwsza ze wspomnianych stosikowych – wylosowana na … kwiecień 2019. Niestety to bardzo wymęczona lektura. Za pierwszym razem, po wylosowaniu doczytałam do jakiejś 116 strony, w ubiegłym roku wyjęłam znów i na początku poszło jak z płatka, bo ta książka miała wszelkie zadatki, by mi się podobać, kilka planów czasowych, czas wojny, tajemnice, książka w książce*. Ale znów doczytałam do tej 116 i już tak nie wciągała. Uparłam się jednak, żeby ją skończyć (558 stron), bo czytałam dobre recenzje osób, które lubię i których opinie wobec niektórych książek często podzielam, no i liczyłam na to, że jednak będzie w niej coś, co mi się spodoba. Niestety, dla mnie to mega wydmuszka, wszystkie ‚elementy’ z osobna znakomite, ale złożone razem w tak nudną, nieangażującą całość, że aż szkoda wysiłku autorki *. Żadnej postaci nie byłam w stanie polubić, ani jej kibicować w czymkolwiek, tak są ‚bezemocjonalnie’ napisane. Zresztą, żadnej też nie da się nie lubić. I nawet rozwiązanie tajemnicy jest obojętne czytelnikowi, bo tak wymęczone. Nie wiem, może coś innego tej autorki jest lepsze? Może jeszcze kiedyś dam jej szansę.
*(obie) – Na GoodReads trafiłam na recenzję, która jest po prostu idealnym podsumowaniem tej powieści: „Did you ever go to a Tupperware party where the hostess spent forever demonstrating all the gadgets in a dramatically effervescent voice? And at the end nobody bought anything? And there weren’t even any refreshments being served to make it worth having shown up? And you didn’t like any of the other people who came to the party? This book is that party—all elaborate demonstration, no sale, no refreshment, and no one I care about.” 😃

Dałam z angielskim tytułem, bo czytałam w oryginale 🙂 Wylosowana na luty 2020.
Obyczajowa powieść o kilku mieszkańcach małej miejscowości w Irlandii, których łączyła szkoła pod czerwonym bukiem. Poruszająca różne problemy – ubóstwo, nieodwzajemnioną miłość, konsekwencje romansu, radzenie sobie z samotnym ojcostwem, samotne macierzyństwo, wychowywanie dziecka z zespołem Downa, ale i zbrodnia. Wielkie i małe marzenia, zawiedzione nadzieje, po prostu … życie. Bardzo polecam!

Niekoniecznie dla dzieci -2 – Tajemnice domu handlowego Sinclairs – Katherine Woodfine

Dziś chciałabym przedstawić bardzo przyjemny i ciekawy cykl kryminalny dla młodzieży – „Tajemnice domu handlowego Sinclairs”. Kto mnie zna, wie, że bardzo lubię literaturę dziecięco-młodzieżową i jestem aktywną ‚wypożyczaczką’ tego działu w mojej gminnej bibliotece 🙂 Tę książkę polecono mi zresztą właśnie w niej i bardzo jestem z tego polecenia zadowolona.

To opowieść o szesnastoletniej Sophie, która z dnia na dzień traci wszystko i żeby jakoś żyć musi zacząć pracować. Dla panienki, która miała służbę i żyła w bogatym świecie, to bardzo trudne. Ale trafia się idealna okazja – Sophie dostaje posadę ekspedientki w dziale kapeluszy w nowym ogromnym domu towarowym pana Sinclaira. Dom towarowy to czarowne miejsce z mnóstwem ciekawych sklepów, a na otwarcie szykowana jest wystawa bardzo cennych klejnotów, w tym intrygującej pozytywki w kształcie ptaszka, który za każdym razem gra inną melodię. Niestety w noc przed otwarciem pozytywka razem z innymi klejnotami zostają skradzione, a podejrzenie pada na biedną Sophie, która była widziana na miejscu zbrodni.
Czy uda jej się oczyścić swoje dobre imię? Czy znajdzie się ktoś, kto jej pomoże? I po co właściwie ukradziono te klejnoty? Na te pytania odpowiedzi znajdziecie w powieści 🙂 Historia bardzo ciekawa, postaci sympatyczne, ciekawie zarysowana zagadka związana z ojcem Sophie i tajemniczym zbrodniarzem Baronem.

W drugim tomie Sophie razem z przyjaciółką Lil otrzymuje … zlecenie rozwiązania sprawy zaginięcia bardzo cennej broszki. Trochę to dziwne, bo po pierwsze Sophie i Lil nie są przecież detektywkami, a młodymi dziewczętami, po drugie zlecenie złożyła młodziutka debiutantka, a po trzecie, broszka, prezent od przyszłego męża debiutantki, zawiera w sobie pewien tajemniczy klejnot z Dalekiego Wschodu. Kolejna część z bardzo fajną, ciekawą intrygą plus bardzo dobrze wplecioną historią dawnej chińskiej dzielnicy Londynu. Sporo zagadek, znowu pojawia się tajemniczy Baron, i tym razem dowiadujemy się, że ma on jednak sporo wspólnego z rodzicami Sophie. Ale co? Tego niestety dalej nie wiadomo …

Sophie i Lil mają do rozwiązania kolejną zagadkę. Tym razem z domu handlowego znika pewien tajemniczy obraz. Ale jak? Przecież pokój, w którym obrazy czekały na otwarcie wystawy, był zamknięty. I kto podmienił go na jego kopię wykonaną przez bardzo miłą młodą damę – studentkę sztuk pięknych? Jak w poprzednich częściach, znowu mamy ciekawą główną zagadkę, tym razem też fajnie sportretowane środowisko artystyczne. I znowu pojawia się tajemniczy Baron, ale dalej nie wiadomo, czy i jak przyczynił się do śmierci rodziców Sophie.

Niestety na pozostałe części muszę teraz trochę poczekać, a potem zresztą czeka mnie kolejny cykl o tych bohaterkach, gdy założą swoje własne biuro detektywistyczne Taylor i Rose 🙂 Ale o tym pewnie kiedyś napiszę 😉

Na koniec dodam jeszcze tylko, że wzorce autorka ma bardzo dobre – skojarzenia miałam i z „Małą księżniczką”, i z „Wszystko dla Pań”.

Topiel – Jakub Ćwiek

Dziś o książce, którą przeczytałam w ubiegłym roku, a która była wśród najlepszych moich książek roku 🙂

Odczekałam trochę szał na tę książkę, chociaż zachwyty osób, których wybory książkowe bardzo mi odpowiadają, zachęcały mnie bardzo. No i w sumie trochę żałuję, że nie przeczytałam wcześniej 😉

Powieść koncentruje się głównie na czasie „powodzi stulecia” (a nawet spotkałam się z hasłem ‚tysiąclecia’) z 1997 roku i dzieje się w Głuchołazach. Zaraz na samym początku dowiadujemy się, że znaleziono ciało utopionego chłopca, nastolatka.

Znakomita powieść, rewelacyjnie pokazany świat nastolatków, świetnie oddany tamten świat lat 90-tych. Ciekawie mi się czytało tym bardziej, że spędziłam kiedyś (pewnie w jakimś 86, 87 roku) trzy tygodnie w Głuchołazach, niektóre miejsca znałam więc z własnego doświadczenia, jak choćby ten bujany most, po którym za każdym razem przechodziłam z duszą na ramieniu!

Ale jedną rzecz muszę jeszcze napisać – autor mnie okrutnie zdenerwował – tym, że wzbudzał we mnie uczucia, o których nie chciałam wiedzieć, że je mam – bo, chociaż jak pisałam wyżej – od początku wiemy, że któryś z bohaterów nie żyje, to do prawie końca nie wiemy który. I tak sobie czytamy o tych czterech chłopakach, na początku każdy wydaje się taki łobuz, ale potem poznajemy ich coraz lepiej, poznajemy ich rodziny, ich życiowe szanse i … co chwila łapałam się na myśli – oby to był ten, oby to nie był ten … Okropne!

Rewelacja – bardzo polecam! A sama czuję się mocno zachęcona do sięgnięcia po inne powieści autora, mam nadzieję, że mnie nie rozczarują, jak np. równie głośne „Żmijowisko” chyba z tego samego roku.

Subtelnie, a mocno – Ballada o lutniku – Wiktor Paskow i Ukochane równanie profesora – Yoko Ogawa

Dlaczego „subtelnie, a mocno”? Bo te dwie powieści, z pozornie odległych kręgów kulturowych napisane są z niezwykłą delikatnością i czułością dla głównych bohaterów, ale zarazem bardzo mocno uderzają swoim przesłaniem, które moim zdaniem dodatkowo je łączy.

Obie mają podobny motyw: nauczycieli – starszych mistrzów w swojej dziedzinie, którzy z różnych przyczyn „znikają”, a do tego nawiązują niezwykle silne więzi z chłopcami -synami osób, które w jakiś sposób opiekują się starszymi panami. Ten mocno wybrzmiewający przy całej delikatności przekaz to strach przed byciem zapomnianym, podskórnie skrywana obawa, stąd może próba trafienia do dzieci, bo dzięki nim ta pamięć dłużej przetrwa niż poprzez ich zabieganych, zapracowanych, zajętych innymi sprawami rodziców.

Tę przeczytałam najpierw, jakoś w połowie ubiegłego roku. To chyba zresztą pierwsza powieść bułgarskiego autora, jaką czytałam. I chociaż to trochę inny świat, to przecież bardzo podobny do naszego z racji powojennej historii. Opowieść o lutniku jest hołdem dla miłości do muzyki oraz do rzemiosła, czegoś, co chyba powoli bezpowrotnie ucieka …

Z kolei z tą powieścią kończyłam w zasadzie rok. I w tym przypadku było trochę inaczej, bo pisarka nie była dla mnie nowym odkryciem, dawno temu wydano jej bodajże dwie książki w sławnej i bardzo dobrej „serii z miotłą” i wiedziałam, że jest bardzo subtelna i delikatna w pisaniu o rzeczach ważnych i mądrych. A samo Równanie też mi się bardzo podobało, poza skojarzeniem z „Balladą o lutniku”, miałam jeszcze jedno – z „Twierdzeniem papugi” Denisa Guedj, świetną książką wprowadzającą w piękny świat matematyki 🙂

Choć to dość banalne słowo, to jakoś tak bardzo mi się nasuwa – to są naprawdę „ładne” książki. W zalewie różnych ‚tworów’ książkopodobnych pisanych na zamówienie wydawnictw, w szybkim tempie, na zadany temat, który akurat jest popularny – te dwie naprawdę się wyróżniają – bardzo polecam!

Bestsellery Empiku 2021 – nominacje

Moja ulubiona nagroda, czyli Bestsellery Empiku 🙂, czyli tradycyjnie o tej porze roku rozmawiamy o wyborach Polaków (lub Empiku 😉 ) oraz jury. Oczywiście to nagrody jury są najciekawsze, bo w 2019 odkryciem została „27 śmierci Toby’ego Obeda”, a w 2020 „Halny”, które zdobywały również inne nagrody i nominacje.

W tym roku znowu spore zmiany w samych kategoriach – oto nominacje:

LITERATURA PIĘKNA:
Bernardine Evaristo – Dziewczyna, kobieta, inna
Jakub Żulczyk – Informacja zwrotna
Joanna Mokosa-Rykalska – Matka siedzi z tyłu. Opowieści z d**y wzięte
Ken Follett – Nigdy
Heather Morris – Trzy siostry

OBYCZAJOWA:
Barbara Wysoczańska – Narzeczona nazisty
Nicholas Sparks – Powrót
Stephen King – Później
B. A. Paris – Terapeutka
Remigiusz Mróz – Wybaczam Ci

ROZWÓJ OSOBISTY – nie ma już kryminału 🙁
Natalia de Barbaro – Czuła Przewodniczka
Agnieszka Maciąg – Dobrostan
Robin Sharma – Klub 5 rano.
Natalia Kucewicz – Kobiety, które czują za bardzo
Sharon Jones – Napisz i spal

DLA DZIECI – tym razem tylko polska!
Andrzej Maleszka – Bohaterowie Magicznego Drzewa. Stwór
Urszula Młodnicka, Agnieszka Waligóra – Jesteś prawdziwym przyjacielem, Pinku!
Agata Romaniuk – Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi
Sylwia Chutnik – Opowieści na dobranoc. 100 historii niezwykłych Polek
Opracowanie zbiorowe – Wszystkie kolory świata

AUDIOBOOKI:
Czuła Przewodniczka – Natalia de Barbaro
Gra Luizy – serial oryginalny Empik Go
Wilkołak – serial oryginalny Empik Go
Wizjer – Magdalena Witkiewicz
Zabójcza przyjaźń – Alice Feeney

PODCASTY – nowa kategoria:
Kryminatorium Empik Go2 – Marcin Myszka
Muzyczka Okuniewskiej – Joanna Okuniewska
Piąte: Nie zabijaj. Droga po kres – Justyna Mazur
W poszukiwaniu pełni – Natalia de Barbaro
Zagadki kryminalne Empik Go – Karolina Anna

No i – ODKRYCIE ROKU:
Łukasz Barys – Kości, które nosisz w kieszeni
Maciej Jakubowiak – Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata
Dorota Kotas – Cukry
Mateusz Pakuła – Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję
Aleksandra Zbroja – Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu

Dla mnie w sumie zaskoczenia być nie powinno, bo tradycją jest, że nie przeczytałam żadnej książki z obojętnie której kategorii! Na pewno warto zwrócić uwagę na te z Odkrycia roku, bo tu mogą się kryć nominacje do innych tegorocznych nagród.

Jeśli chodzi o kategorie filmowe, to tu są dwie – kino polskie oraz kino familine, a także Odkrycie roku.

POLSKIE:
25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy – reż. Jan Holoubek
Banksterzy – reż. Marcin Ziębiński
Czyściec – reż. Michał Kondrat
Listy do M. 4 – reż. Patrick Yoka
Pętla – reż. Patryk Vega

FAMILIJNE:
Co w duszy gra – reż. Pete Docter
Luca – reż. Enrico Casarosa
Mulan – reż. Niki Caro
Tajemniczy ogród – reż. Marc Munden
Trolle 2 – reż. Walt Dohrn

ODKRYCIE ROKU:
Powrót do tamtych dni – Konrad Aksinowicz
Moje wspaniałe życie – Łukasz Grzegorzek
Najmro. Kocha, kradnie, szanuje – Mateusz Rakowicz
Wszystkie nasze strachy – Łukasz Rodunda, Łukasz Gutt
Inni ludzie – Aleksandra Terpińska

Kto wygra dowiemy się na Gali 15 lutego, a tu link, pod którym znaleźć można więcej informacji:

https://www.empik.com/bestselleryempiku

Świąteczne książki – 2

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią druga porcja refleksji na temat przeczytanych przeze mnie w 2021 roku książek świątecznych.

Na początek trochę ‚zmyłka’, bo to pierwszą część cyklu o Dashu i Lily – „Księgę wyzwań” czytałam dawno temu, w 2016 r. i wtedy gdzieś indziej napisałam o niej tak:
Chciało mi się przeczytać coś ze świętami w tle 😉 Tu, trochę przewrotnie, bohaterowie albo nie lubią świąt, albo lubią je z dziwnych powodów. Lily zostawia w księgarni notes, w którym zapisała pewne zadanie dla tego, kto go znajdzie. Dash podejmuje grę. Co z tego wyniknie, nietrudno zgadnąć, ale! Ale przypomniałam sobie, jak to było cudownie być nastolatkiem. Chyba nigdy później człowiek aż tak nie zajmuje się rozmyślaniami nad ‚ważnymi’ sprawami, potem ‚zjada’ nas proza życia. A przecież wtedy żywiliśmy się ideałami, chcieliśmy zmieniać świat, zastanawialiśmy się nad sensem życia i nad tym, czym jest miłość 😉 Ech, to były czasy!

A teraz dopiszę, że druga część też jest fajna, bo pokazuje, jak życie bohaterów pokomplikowało się przez rok, pierwszy urok miłości minął, a oni czują się zagubieni. Fajnie pokazane (bo tradycyjnie mamy dwugłos), jak różnie patrzymy na te same wydarzenia, jak łatwo coś zniszczyć nieporozumieniami, niedomówieniami. Obie wydają mi się świetną lekturą dla nastolatek na progu miłości – dużo tam nienachalnie podanych ważnych rzeczy. Jeśli są/ będą kolejne części – to biorę w ciemno 🙂

A to już tegoroczna nowość. Sięgnęłam po nią jako po świąteczną lekturę, ale okazało się, że jednak świąt mało tu bardzo. To po prostu obyczajowa historia dwóch rodzin, które się przyjaźnią i członków ich rodzin. Główny motyw – otwarcie kawiarni przez jedną z bohaterek jako sposób na poradzenie sobie ze smutkiem po stracie pracy, zachwianiem poczucia własnej wartości. Jakby to napisać- niestety dla mnie trochę rozczarowanie, bo spodziewałam się czegoś innego, a i pointy jakby zabrakło.

Jak tylko zobaczyłam niedawno zwiastun filmu na podstawie tej książki, to przypomniało mi się, że dawno chciałam ją przeczytać. Tooo nie jest z pewnością książka dla wszystkich dzieci, raczej nie dla najmłodszych i nie dla wrażliwców. Dość brutalna, chwilami mocno absurdalna, z dużą dozą smutku i przyziemności, ale i humoru, i magii, i piękna. Bardzo w stylu książek Roalda Dahla. Mnie się podobało i sięgnę po kolejne części!

A tę książkę czytałam sobie jako tegoroczny kalendarz adwentowy – rozdział dziennie.
I przyłączam się do wielkiej, ogromnej fali zachwytów. To bardzo ważna i mądra książka o stracie bliskiej osoby i żałobie, o tym, że dzieci też tę stratę i żałobę przeżywają, o tym, że koniecznie trzeba z nimi o tym rozmawiać i nie wolno pozostawić samym sobie w fałszywie pojętej trosce o ich dobrostan unikając tematu.

I pora na ostatnią w zestawieniu – to też książka świąteczna z 2020 r. (teraz jest od kilku lat ogromny ich wysyp – nie sposób chyba przeczytać wszystkich wychodzących w danym sezonie) ukazująca kulisy pracy kilku pisarek. Świąt może i za dużo nie było, choć jak były, to takie właśnie, o jakich chciałabym przeczytać. Ale ogólnie to była całkiem przyjemna lektura, pewnie dla znających klucz jeszcze ciekawsza 😉

Na kolejne powieści świąteczne pewnie wypadałoby poczekać najmniej do października, ale kto wie? Może jak przyjdzie smutniejszy dzień, to ukojenie znajdzie się właśnie w jakiejś kolejnej? 🙂

Powieści graficzne 2 – świat Stranger Things

„Stranger Things” to tytuł serialu, stworzonego dla Netflixa. Jego akcja dzieje się w latach 80-tych, w środowisku kilkorga nastolatków, w miasteczku, nad którym ciąży pewna tajemnica.

W pierwszym sezonie główni bohaterowie muszą stawić czoła stworowi, który porwał ich przyjaciela do świata ‚do góry nogami’. Poznają również pewną dziewczynkę o dziwnych mocach – „Jedenastkę”. Skąd uciekła Jedenastka? Co to jest świat ‚do góry nogami’? Te i wiele innych tajemnic rozpala serca i głowy miłośników serialu, na którego czwarty sezon wszyscy fani oczekują w tym roku.

Ale „Stranger Things” to dziś już nie tylko serial, ale można powiedzieć marka i tworzenie uniwersum na wielu płaszczyznach – zostało już wydanych kilka książek oraz powieści graficznych, które uzupełniają pewne luki dopełniając historię.

Dziś właśnie króciutko na temat trzech powieści graficznych z tego ‚uniwersum’ 🙂

Pierwszy tom opowiada o tym, co działo się z Willem, gdy zniknął. Z serialu dobrze wiemy, co działo się w miasteczku, jak bardzo mocno tęsknili za nim przyjaciele, brat i matka, która do końca nie wierzyła w to, że jej syn zmarł. To, gdzie był Will było tajemnicą. Teraz dzięki „po drugiej stronie” możemy się tego dowiedzieć, zwłaszcza że rysunki są znakomite i bardzo sugestywne. Bardzo ciekawa, ale uwaga – tylko dla fanów serialu będzie zrozumiała.

Drugi tom podobał mi się bardzo, bardzo 🙂 To historia z laboratorium Brennera, dziewczyny o numerze 6 i o pewnej ucieczce. I nawet mała 11 już tam jest ❤
Świetnie napisany i wspaniale „narysowany”. Bardzo wciągający i uzupełniający pewne luki.

Trzeci tom to w zasadzie prosta kontynuacja „Szóstki”, rozgrywająca się kilka lat po wydarzeniach z drugiego tomu. Fajnie dopowiada kolejne „elementy” układanki tego świata.

Fanom serialu chyba nie muszę polecać 😉 Te powieści to pozycja obowiązkowa 😉

Pruskie baby – Małgorzata Starosta, czyli kryminalnie 2 – po polsku z przymrużeniem oka

Dziś chciałabym krótko przedstawić moje ubiegłoroczne odkrycie – cykl „Pruskie baby”, przesympatycznej polskiej autorki – Małgorzaty Starosty.

Dlaczego „pruskie”? Bo główna bohaterka nazywa się Edyta Prusko, a już od pierwszej części poznajemy cały korowód barwnych kobiet – siostry, mamę, babcię Edyty, ale i nie tylko 😉

To pierwsza część trylogii. Lekki kryminał z przymrużeniem oka, bardzo kobiecy (trochę przypominał mi pięć Natalii 😉 ), z pięknym Augustowem, ciekawymi historiami z przeszłości, no i zbrodnią oczywiście. Zbrodnią, w którą ktoś chce naszą bohaterkę wrobić. Do wyjaśnienia sprawy rusza policja z Wrocławia (tam została popełniona zbrodnia, bo też i tam od studiów mieszka Edyta), ale i z Augustowa (bo tam jest dom rodzinny Edyty, do którego przyjechała na święta).
A, no właśnie to książka ze świętami w tle, ale nie Bożym Narodzeniem, a Wielkanocą, co doceniam, bo w literaturze bardzo mało tego motywu.

Druga część to ponownie bardzo dobra zabawa! Edyta znowu zostaje wplątana w kryminalną akcję, razem z kilkoma przyjaciółkami (niezły zestaw postaci zresztą 😃 ), z którymi spędzała „panieński” weekend jednej z nich.
A sama główna intryga oparta podobno na prawdziwej historii, tajemniczej zbrodni na młodej kobiecie na Śląsku, wyjaśnionej po wielu, wielu latach.

No i ostatnia część trylogii , chociaż – kto wie? 😉 Bardzo dobre i zabawne zwieńczenie ‚przypadkowych’ historii kryminalnych, w które wplątuje się główna bohaterka, a z nią jej rodzina i przyjaciele.
To naprawdę świetny cykl niegłupich komedii kryminalnych, z bardzo wyrazistymi bohaterkami, ale i bohaterami. Aż mi było żal się z nimi rozstawać, a przy tym, z którym to było rozstanie ostateczne, to ku własnemu zdziwieniu i łzę uroniłam …
Polecam na odprężenie tym, którzy lubią takie lektury 🙂