Obyczajowo 1 – po polsku

Od czasu do czasu bardziej lub mniej celowo wybieram do czytania powieści obyczajowe, choć przyznam, że ta kategoria nie jest dla mnie do końca jasna, a z pewnością jest szeroka. I mogą w niej się znaleźć zarówno romanse, jak i zwykłe powieści o życiu … Dziś, króciutko, o dwóch powieściach napisanych przez polskie autorki, które dzieli już chyba epoka, jeśli można tak powiedzieć, zwłaszcza w sprawach obyczajów 😉

Pierwsza z nich to książka, którą kupiłam kiedyś, gdy wychodziła w serii (mam, a może już miałam? tę przypadłość, że gdy jakaś książka jest dodana do gazety lub wychodzi jakaś nowa kioskowa seria książkowa – kupuję pierwszy tom do sprawdzenia) i stała sobie na półce, aż została mi wylosowana w ubiegłym roku w stosikowym losowaniu. I wreszcie ją „wymęczyłam”. Chyba jednak nie zostanę fanką Nepomuckiej.

Historia ubogiej dziewczyny, która niechcący właściwie wpada z deszczu pod rynnę, wpakowując się jako szesnastolatka w małżeństwo z totalnym dupkiem, nie jest porywająca, ani ciekawa. Ale dwie rzeczy były bardzo interesujące – realia przedwojennego życia w stolicy i na prowincji oraz cała galeria interesujących
i dziwnych postaci.

Potrzebowałam w czasie pandemii (czytałam to w połowie października) czegoś lżejszego. Autorkę znałam, bo czytałam wcześniej „Milaczka” i „Panny roztropne” i były ok, zabawne. „Szkołę żon” przeczytałam … za jednym zamachem, co mi się prawie nie zdarza. Nie da się ukryć, że jest napisana lekko i potoczyście. I jako powieść obyczajowa byłaby całkiem niezła. Ale to jest książka również „erotyczna”.

To historia kilku kobiet w różnych życiowych sytuacjach, które otrzymują zaproszenie do udziału w specjalnym programie w tajemniczej szkole żon. Poza różnymi „zabiegami” 😉 i romansowymi wątkami mamy tu poruszone całkiem fajnie i pewne poważne sprawy, jak brak porozumienia w małżeństwie, związki przemocowe, zdrada, problemy z wagą i poczuciem własnej wartości.

No ale niestety, moim zdaniem oczywiście, kwestia „erotyczna” nie wyszła. Nie wiem, z czego to wynika, ale chyba nie tylko z ubogości naszego języka 😉 Jednak jako rozrywka na oderwanie się od rzeczywistości sprawdziła się bardzo dobrze 🙂

Powieści graficzne 1 – Ristorante Paradiso, Neurokomiks

Zdarzyło mi się sporadycznie czytać komiksy czy powieści graficzne w ostatnich latach, ale od ubiegłego roku czytam je coraz częściej, zwłaszcza że i w mojej bibliotece miejskiej specjalna półka w oddziale dorosłych jest coraz lepiej zaopatrzona 🙂 Dlatego będą się tutaj też pojawiać krótkie notki z moimi wrażeniami.

Przeczytana w ramach wyzwania Book-Trotter – Japonia. Nie dość, że komiks, to jeszcze czytany od końca! Ciężko było się przestawić i połapać, ale chyba dałam radę 🙂
To historia Nicoletty, która przyjeżdża do Paryża, do matki, która opuściła ją w dzieciństwie i wyszła ponownie za mąż za właściciela bardzo specyficznej restauracji. Po co dziewczyna przyjechała? Bo próbuje się jakoś odnaleźć w życiu, odkryć własną tożsamość, być może zrozumieć matkę, a przez to siebie, no i … zakochać się.
Ciekawa forma, ale sama lektura mnie nie porwała.

A druga z prezentowanych dziś powieści?

Co tu dużo pisać? To trzeba ‚przeczytać’. Tak, ‚przeczytać’, bo na końcu okaże się … No cóż, będzie niezły twist!

To fantastyczna podróż po mózgu, po historii odkryć z nim związanych, po jego budowie, funkcjach. Można poznać badaczy mózgu na przestrzeni lat. A także przekonać się na własnej skórze, yyy, po prostu przekonać się, jak działa! Niesamowita przygoda! Myślę też, że śmiało może posłużyć jako pomoc w nauce dla starszych nastolatków 🙂 Bardzo polecam!

Bestsellery Empiku 2020 – nominacje

Dziś poznaliśmy nominacje do Bestsellerów Empiku, więc krótki komentarz i lista nominowanych, czyli porozmawiajmy o wyborach Polaków (lub Empiku 😉 ) oraz jury.

Od ubiegłego roku w tym plebiscycie nastąpił szereg zmian – przede wszystkim zmiana kategorii – w książkach nie mamy już podziału – polska, zagraniczna, dla dzieci, tylko – literatura piękna, literatura obyczajowa, kryminał/sensacja/thriller, literatura dla dzieci, audiobooki. No i pojawiła się zupełnie oddzielna kategoria – odkrycie roku i to właśnie tu są nominacje jury! I trzeba teraz przyznać, że ich ubiegłoroczny wybór był całkiem niezły, bo np. „27 śmierci Toby’ego Obeda” zdobyło inne nagrody
i kilka nominacji, w tym Nike czytelników.

Tegoroczne nominacje:
LITERATURA PIĘKNA:

Olga Tokarczuk – Czuły narrator
Rafał Pacześ – Grube wióry
Heather Morris – Podróż Cilki
Magda Knedler – Położna z Auschwitz
Katarzyna Nosowska – Powrót z Bambuko

OBYCZAJOWA – ponownie niezły miszmasz:
Suzanne Collins – Ballada ptaków i węży
Piotr C. – Gwiazdor
Lucinda Riley – Siostra Słońca
Marcin Margielewski – Tajemnice hotelu Dubaju
Abby Jimenez – To tylko przyjaciel

KRYMINAŁ – Mróz, Lackberg i Paris to pewniaki 😉
Harlan Coben – Chłopiec z lasu
B.A. Paris – Dylemat
Remigiusz Mróz – Głosy z zaświatów
Zygmunt Miłoszewski – Kwestia ceny
Camilla Läckberg – Srebrne skrzydła

DLA DZIECI – znowu- nie ma Neli! Są za to ponownie Mull i Justyna Bednarek:
Jeff Kinn – Dziennik cwaniaczka
J.K. Rowling – Ikabog
Bella Swift – Mopsik, który chciał zostać jednorożcem
Brandon Mull – Pan Widmowej Wyspy. Smocza Straż
Justyna Bednarek – Zielone piórko

AUDIOBOOKI:
Filip Kasperaszek, Anna Kazejak – Fucking Bornholm
Malcolm XD – Kroniki koronawirusowe
Zygmunt Miłoszewski – Kwestia ceny
Piotr i Magda Mieśnik – Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości
Wojciech Chmielarz – Wyrwa. Historia Ułana

No i – ODKRYCIE ROKU:

  1. Magda Działoszyńska-Kossow – San Francisco. Dziki brzeg wolności
  2. Igor Jarek – Halny
  3. Agnieszka Jelonek – Koniec świata, umyj okna
  4. Aleksandra Lipczak – Lajla znaczy noc
  5. Mira Marcinów – Bezmatek

Ha – jest zaskoczenie 😉 -dla mnie, bo tradycyjnie nie przeczytałam chyba żadnej z obojętnie której kategorii! W sumie mogłabym sobie już teraz na pewno zrobić proponowane w ubiegłym roku wyzwanie przeczytania wszystkich nominowanych w kategorii Odkrycie roku 🙂

Jeśli chodzi o kategorie filmowe, to tu są dwie – film fabularny oraz film animowany, a także Odkrycie roku.

FILM FABULARNY:
Jan Komasa – Boże Ciało
J.J. Abrams – Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie
Todd Philips – Joker
Joon-ho Bong – Parasite
Patryk Vega – Polityka

FILM ANIMOWANY:
Will Becher, Richard Phelan – Baranek Shaun Film. Farmageddon
Jennifer Lee, Chris Buck – Kraina Lodu 2
Dan Scanlon – Naprzód
Jill Culton – O Yeti!
Kevin Johnson – Urwis

ODKRYCIE ROKU:
Olga Bołądź – Alicja i żabka
Piotr Domalewski – Jak najdalej stąd
Maja Goliszewska, Katarzyna Mateja – Lekcja miłości
Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy
Magnus von Horn – Sweat

W filmowych trochę lepiej u mnie – dwa filmy obejrzane :), w tym „Boże Ciało”, czyli nasz kandydat do nagrody Oscara.

Tego, kto wygra, dowiemy się na Gali 9 lutego. A tu podrzucam link – z niego dowiecie się więcej o pozostałych nominacjach, a także możecie przeczytać uzasadnienia jury do nominacji w kategorii Odkrycie roku – Bestsellery Empiku.

Szpieg – Paulo Coehlo

Na dobry początek Nowego Roku – krótka notka o pierwszej przeczytanej w tym roku książce. Nie wiem jeszcze, czy wszystkie kolejne będą w osobnych notkach, czy grupowych, ale próbuję wrócić do regularnego spisywania swoich wrażeń z lektury.

„Szpieg” jest pierwszą jeszcze względu na dwie inne rzeczy – jest pierwszą książką przeczytaną na moim nowym czytniku-prezencie gwiazdkowym, pierwszą przeczytaną w ramach abonamentu Legimi oraz pierwszą przeczytaną tego autora.

Tak, wiem, że autor od wielu lat wzbudza kontrowersje, niechęć, a u niektórych nawet uśmiechy politowania. Trochę dlatego go unikałam. Ale do pierwszej tegorocznej podróży w ramach wyzwania Book-Trotter potrzebny był mi autor z Brazylii, a jedna z uczestniczek polecała właśnie tę książkę. I muszę przyznać, że mi się podobała i być może skuszę się jeszcze na inne powieści Coehlo.

A sama książka to historia najsłynniejszej kobiety-szpiega, Maty Hari, opowiedziana w formie listów, ilustrowana prawdziwymi zdjęciami oraz wycinkami z gazet z tamtych czasów. Historia ciekawa, o niebanalnej kobiecie, która chciała od życia czegoś innego niż to, co było przypisane roli kobiet w jej kraju i epoce. Czy naprawdę była szpiegiem? Autor nie daje jednoznacznej odpowiedzi, a w posłowiu odsyła do innych książek oraz do archiwum służb, które odtajniło dokumenty związane z jej sprawą.

Dobrze napisana, mocnym, czasem dosadnym językiem, bez owijania w bawełnę. Całkiem dobry start 🙂

Podsumowanie 2020

Skończył się rok, nowy się zaczął, dobrze więc podsumować to, co się w nim wydarzyło. Wpis ilustrowany zrzutami mojego ubiegłorocznego czytania.

KSIĄŻKI

Jak pokazuje moje życiowe doświadczenie, potwierdziło się, że patrząc wstecz jestem w stanie po lekturach orzec, czy rok był emocjonalnie dla mnie dużym obciążeniem, czy nie. Choćby nie wiem, jak bardzo wydawało mi się, że jest ok i nie mam stresu, to w takich latach znacząco spada mi liczba przeczytanych książek oraz podświadomie uciekam w bezpieczne rejony literatury, czyli książki dziecięco-młodzieżowe, lekkie, powtórki.
Ten rok był więc … ciężki. Początek tego nie zapowiadał – wystartowałam pięknie z jedną książką na tydzień, z książkami niezbyt łatwymi do czytania – „Czarownice. Salem 1692”, czy „Jajko i ja”, ale z każdym kolejnym było gorzej – były miesiące, w których przeczytałam tylko jedną książkę. Statystycznie rzecz więc biorąc – przeczytałam 31 książek, w tym 27 papierowych, 3 ebooki, a 1 wysłuchałam ‚na żywo” („Balladyna” w czasie Narodowego Czytania).Wśród nich było 10 książek dziecięco-młodzieżowych (w tym najprzyjemniejsza do czytania cała Trylogia Czasu oraz dwie powieści L. M. Montgomery – jedna czytana w ramach superakcji Wakacyjnego Czytania); 5 non-fiction, 5 powieści graficznych, 4 tomy sagi o Ludziach Lodu, 4 książki świąteczne, 2 dramaty, tylko 3 kryminało-thrillery (od takich to uciekam zdecydowanie w trudnych latach, jak zauważyłam), ale za to 2 z kategorii do tej pory przeze mnie totalnie pomijanych – można by rzecz odkrycie roku 😉 – czyli horrory S. Dardy.
Jeśli chodzi o płeć autorów, to przewaga kobiet była zdecydowana – 21 książek. Natomiast jeśli chodzi o kraje, to podział wygląda tak: Polska – 10, USA – 5, Norwegia – 4, Niemcy – 3, Wielka Brytania – 3, Kanada – 2, Francja – 2, Australia – 1 i Japonia – 1.
Najlepsze z tej garstki to „Loteria” – powieść graficzna na podst. prozy Shirley Jackson, „Czarownice. Salem 1692” dla miłośników tematu, „Sami swoi. Za kulisami komedii wszechczasów” dla fanów filmowej trylogii oraz fanów kina w ogóle, cała Trylogia Czasu oraz „Doktor Bogumił” Ałbeny Grabowskiej – jedyna powieść w tym roku, która bardzo mi się podobała. Rozczarowanie było jedno – „Oszukana” Magdy Stachuli – pisałam o tym we wpisie.

Pierwsza część przeczytanych

FILMY

Obejrzałam wyjątkowo mało jak na mnie – 128 filmów, nie udało się więc nawet potroić 52. Tylko 5 z nich obejrzałam w kinie – to dla mnie największa wada pandemii, bo ja bardzo lubię chodzić do kina i zazwyczaj oglądałam ok. 20 filmów rocznie. Najlepszy z nich to … „Tenet” – znakomite widowisko i cieszę się, że w czasie ‚poluzowania’ udało nam się wybrać na niego do kina. Chociaż i „Na noże” był fajny, i „1917” zrobił wielkie wrażenie.Jeśli chodzi o pozostałe filmy, to tak czysto statystycznie – 7 krótkometrażowych (w tym wszystkie nominowane do Oscara), 2 dokumentalne, aż 13 świątecznych, 21 ekranizacji różnych powieści, udany ‚rewatching’ całej serii Harry’ego Pottera, udany ‚rewatching’ prawie (bez nowej trylogii) Gwiezdnych Wojen, sporo powrotów do filmó z lat 80 i 90 – czyli moja prywatna seria kino-retro, którą mam zamiar kontynuować.Na wyróżnienie szczególne zasługują – „Przemytnik” z Clintem Eastwoodem, „Narodziny gwiazdy”, „Enola Holmes”.

Część druga

SERIALE

No i tu wychodzi to, co „ukradło” mój czas na książki oraz filmy 😉 Pobiłam wszelkie rekordy i w tym roku niewiele mi w sumie zabrakło do podwojenia 52 – obejrzałam w sumie 90 sezonów 47 seriali, 1057 odcinków!!! Ponieważ tu dysponuję dokładniejszymi statystykami (ekhm, prowadzę od lat sobie tabelki 😉 ), to z tych 90 sezonów aż 60 było produkcji amerykańskiej, 8 angielskich (plus jeden angielsko-amerykański), 5 polskich, 4 włoskie, 3 rumuńskie, 3 węgierskie, 2 norweskie, 2 francuskie, 1 chorwacki oraz 1 rumuńsko-niemiecki. 13 sezonów to były ekranizacje powieści. Wychodzi na to, że ten rok był pod znakiem serwisów streamingowych.

Najlepsze – „Ray Donovan”, „Zakazane imperium”, rumuński „W cieniu”i włoski „Gomorra”.

Trzecia i ostatnia partia

OGÓLNIE

Ten rok był specyficzny, a przecież miał być obfity w różne wydarzenia (do tego bardzo wyczekiwane przeze mnie) – rozgrywki piłkarskie EURO 2020, igrzyska olimpijskie, czy konkurs chopinowski. Mam wielką nadzieję, że większość z nich w takiej czy innej formie odbędzie się jednak w tym roku.

Dla mnie jednak nie był w sumie taki zły. Owszem, było sporo trudności związanych z pracą, czy zdalną nauką, lekkich zawirowań zdrowotnych, ale wszystko dało się opanować i jakoś sobie ułożyć. Udało się też kilka fajnych rzeczy zrobić, wyjść trochę ze strefy komfortu, spróbować czegoś nowego.

Tak więc na koniec życzę nam wszystkim, żeby rok 2021 po prostu nie był gorszy 🙂

Wspomnienie …

Dziś szczególny dzień, zapraszam więc na moje prywatne wspomnienie autorów, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku …

Marion Chesney, znana jako M. C. Beaton, autorka dwóch świetnych serii lekkich kryminałów. Agathę Raisin polubiłam bardzo, Hamisha troszkę mniej 😉

Winston Groom, amerykański pisarz, autor jednej z najzabawniejszych książek, jakie czytałam, szkoda że jej adaptacja filmowa nie ma tej finezji oraz dowcipu …

Barbara Rosiek – do dziś pamiętam wstrząs, jaki przeżyłam jako nastolatka czytając jej „Pamiętnik narkomanki” …

Mary Higgins Clark – bardzo popularna i poczytna pisarka, autorka wielu kryminałów, w tym pisanych razem z córką. Czytałam sporo, bardzo lubię, ale największe wrażenie zrobiła na mnie jedna, podzielę się więc jednym ze swoich ‚mistycznych’ doznań w czasie lektury (zdarzają mi się takie rzeczy czasem, zupełnie bez udziału woli) jej powieści „Krzyk pośród nocy”. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy ją czytałam, ale na pewno byłam już dorosła i chyba nawet po ślubie. Historia opowiada o kobiecie, która samotnie wychowywała dwie córeczki, gdy nagle poznała prawdziwego księcia z bajki, za którego dość szybko wyszła za mąż i zamieszkała w jego pięknym domu. I tam się zaczęły dziwne rzeczy, już nie pamiętam dokładnie, ale ja w trakcie lektury całkowicie i niesamowicie dla mnie dosłownie ‚współ’czułam wszystkie doznania i emocje bohaterki. Gdy ona była głodna, ja czułam głód; gdy ona marzła, ja też; gdy czuła rozpacz, mnie wręcz „zalewała’ fala rozpaczy ściskając gardło …
To było naprawdę niesamowite doświadczenie, w którymś momencie bałam się czytać dalej, a z drugiej strony musiałam ją skończyć … Ponieważ nie pamiętam z niej wiele, wróciłabym do niej teraz, ale boję się tej konfrontacji.
Gdy dowiedziałam się o śmierci autorki, poczułam się trochę dziwnie, jakby zmarł ktoś mi bliski …

Na koniec autor, którego śmierć najbardziej mnie poruszyła … Carlos Ruiz Zafon. Autor niezapomnianej serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek, ale i wspaniałych powieści dla młodzieży („Marina” jest dla mnie w 10 najlepszych ever). Obdarzony niezwykłą wyobraźnią, umiejętnością kreowania niesamowitego klimatu i wciąż z wrażliwością dziecka … Wielki żal, że niczego nowego już nie napisze …

Moja Zafonowa półka …

Dla dzieci? Niekoniecznie :)

czyli krótki przegląd kilku pozycji przeczytanych przeze mnie, choć raczej nie jestem w grupie docelowej 😀

Bardzo interesująca książka o … książkach 🙂 Pozornie to historia kuzynów – Nilsa i Berit, którzy trafiają na trop tajemniczej sprawy i próbują ją rozwiązać pisząc do siebie listy w książce. Przy okazji jednak mamy tu mnóstwo wiedzy o literaturze w ogóle, o gatunkach, o pisaniu,
o katalogowaniu, co tu dużo pisać dalej – jak się kocha książki, to trzeba to przeczytać!

Jakoś tak wyszło, że nigdy wcześniej nie czytałam Muminków, oglądałam jedynie czasem dobranockę i strasznie bałam się Buki, i chyba Hatifnatów 😉 Tym razem przeczytałam, bo potrzebowałam do jednego z wyzwań czytelniczych książki katastroficznej 😉
Hmm, uczucia mam trochę mieszane, chociaż na naprawdę duży plus muszę zaliczyć opisanie pierwszej młodzieńczej miłości 🙂

Pierwszy tom cyklu „Zbrodnia niezbyt elegancka”.
Daisy Wells i Hazel Wong to uczennice szkoły dla dziewcząt Deepdean w Anglii, w latach 30-tych. Ale także prezes i sekretarz tajnej agencji detektywistycznej. Coś, co z początku wydawało się jedynie zabawą, zamienia się w coś bardziej poważnego, gdy Hazel przypadkiem natrafia w sali gimnastycznej na zwłoki jednej z nauczycielek. I byłaby to może typowa sprawa kryminalna, gdyby nie to, że kiedy Hazel wraca do sali z Daisy po kilku minutach – ciała już nie ma, a w szkole wszystko toczy się, jakby nic się nie stało. Co się wydarzyło, kto zabił pannę Bell, czy coś może grozić uczennicom?
To bardzo przyjemna opowiastka, stylizowana na powieści Agathy Christie, pisana jako pamiętnik Hazel, bardzo sympatycznej młodej osóbki 🙂 Chętnie przeczytam kolejne części!

Na koniec muszę się przyznać- jestem stałym bywalcem lokalnej biblioteki – oddziału dla młodzieży i dzieci – i nie będę się tego wstydzić! A kolejny podobny blok już niedługo 🙂

Doktor Bogumił – Ałbena Grabowska

Ałbena Grabowska kolejny raz potrafi zaskoczyć 🙂 Kolejna, po świetnym „Stuleciu Winnych”, saga rodzinna, ale tym razem z bardzo mocno wplecionym wątkiem medycznym.

Już we wstępie widać, czego można się spodziewać

Główna część książki to historia tytułowego doktora Bogumiła, który właśnie rozpoczyna praktykować w szpitalu szukając dla siebie najlepszej drogi – do końca nie wie bowiem, czy chce specjalizować się w ginekologii, a może w chorobach wewnętrznych? Jest otwarty na nauki u najlepszych, ale nie boi się też czasem podważać ich zdania. Z jednej strony czerpie wiele z nowinek i wymiany korespondencji z lekarzami z innych krajów, z drugiej i on ma w sobie spore pokłady konserwatyzmu i nie do wszystkiego jest przekonany.

W ciężkiej pracy wspiera go żona, Domicela. Jej rodzina, z tradycjami lekarskimi, już jakby trochę mniej. Ciekawa relacja łączy go ze szwagierką Augustą, która pomaga mu w tłumaczeniu listów, ale jest dość stanowcza w swoich poglądach i nie boi się wyrażać swojego zdania. Czasem wydaje się, że mu sprzyja, a czasem z nim walczy. Ma jednak swoje powody, a zachowanie Bogumiła po tym, jak odkryje jej sekret, jest dość, hmm, intrygujące.

Co bardziej interesujące, sam Bogumił również skrywa przed wszystkimi swoją przeszłość udając trochę kogoś innego. Przez co wplątuje się w niezłą intrygę z wielkimi konsekwencjami. Choć muszę przyznać, że ten wątek, niby trochę poboczny, jednak podobał mi się najbardziej, a sceny z walki bokserskiej to już w ogóle były świetne – i pełne humoru, i napięcia zarazem.

Nowa powieść = nowa seria

Historia rodzinna jest wielce zajmująca, Warszawa w tamtym okresie intrygująca, bohaterowie nie z papieru, a żywi tak, jakby się ich znało – czego chcieć więcej? Idealna, nomen omen, recepta na sukces 🙂

A tu jeszcze przecież mamy bardzo ciekawe dodatkowe podrozdziały. Te specjalne minihistorie to fabularyzowane opowieści o prawdziwych pionierach medycyny. To są najbardziej poruszające fragmenty tej powieści, wiele z nich bowiem wiąże się z ogromnym poczuciem braku zrozumienia u sobie współczesnych, z wielkim cierpieniem i bólem. Warto je poznać i warto potem sobie doczytać więcej. Szok wywołuje to, że rzeczy dla nas oczywiste, mogły kiedyś być uważane za coś niedorzecznego i bezsensownego.

Lubicie takie zapowiedzi tego, co w rozdziale? Ja uwielbiam!

Na koniec muszę się przyznać, że tak od połowy czytałam w ‚rozdarciu’ 😉 Rozdarciu między ochotą szybkiego czytania dalej, żeby dowiedzieć się, jak potoczą się losy bohaterów, a potrzebą silną pozostania jak najdłużej w ich świecie, bo teraz niestety trzeba będzie czekać na kolejną część 😉

Bardzo polecam!

Kryminalnie 1 – po polsku

Postanowiłam grupować sobie wpisy o książkach, które nie zajęły bardzo szczególnego miejsca w moim sercu ;), ale warto je odnotować, choćby ku przestrodze czasem 😉

Zemsta po latach czy po prostu zbrodnia dla pieniędzy?

Jako pierwszy – całkiem niezły kryminał, rozgrywający się w górskiej wiosce na Podhalu. Główna bohaterka przypadkiem odkrywa zwłoki starego górala, Ślebody. Ale tytuł to nie tylko jego nazwisko, to dla górali słowo, które oznacza wolność. Tajemnicza zbrodnia – czy chodzi o rozgrywki sprzed wielu, wielu lat, związane z Goralenvolk (tu przyznam, że niewiele wiedziałam na ten temat), czy może o coś zupełnie innego? Przeplatające się (choć krótko) plany czasowe. Sporo lokalnego kolorytu. Nieźle skonstruowani główni bohaterowie – pani doktor antropologii Anka i Sebastian – dziennikarz ‚aspirujący’, czasami dość wredny i postępujący mało ‚etycznie’. A z każdej praktycznie linijki wyziera wielka miłość do gór 😉 Chętnie sięgnę po kolejne części na szczęście właśnie teraz moja biblioteka je dokupiła 🙂

Szpiedzy w … Gdańsku?

A to nie do końca kryminał, ale zgrabna retro-opowiastka szpiegowska. Akcja rozgrywa się w Gdańsku, niedługo przed wybuchem II wojny światowej. Intryga polegająca na próbie odzyskania wielkiego skarbu, ważnego dla państwa polskiego. Różne dziwne osoby próbujące go przejąć, chwilami trudno się połapać, kto ma jakie intencje. Zapamiętam na pewno z tej opowieści, i chętnie zobaczę na własne oczy pałac, który spełnia ważną rolę – Pałac Przebendowskich i Keyserlingków (Wejherowo). Ciekawie pokazane Wolne Miasto, tygiel różnych narodowości, fajnie zarysowane postaci – słowem – polecam 🙂

Samobójstwo, a może jednak zbrodnia?

Retro kryminał, na który trafiłam przypadkiem w bibliotece. Autora znałam ze znakomitej powieści przygodowo-historycznej przeczytanej w dzieciństwie „Przyłbice i kaptury”. Kryminały, jak się okazuje, też pisał bardzo dobre. Pan domu zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie, który jest zamknięty od środka. Śledztwo wydaje się proste, wskazania idą na samobójstwo, ale zaproszony przez niego dawny podwładny Hubert Garda ma sporo wątpliwości. Klasyczna intryga, gdy do morderstwa dochodzi w domu, a podejrzanymi są wszyscy obecni. Bardzo ciekawie poprowadzona, z interesującymi bohaterami. Polecam!

Rozczarowanie roku 2019

Trzy wyżej były bardzo dobre, to teraz czas na te dwie gorsze 😉 „Żmijowisko” to w ubiegłym roku była książka niezwykle popularna, powszechnie raczej chwalona, no i powstał serial, a ja lubię seriale. Wzięłam więc ją na wakacje, żeby przed serialem zdążyć. Cóż, na wakacje leciałam na początku sierpnia, zaczęłam ją czytać w samolocie, ale skończyłam … na początku listopada. W międzyczasie przeczytawszy 12 innych (plus jeszcze kilka w trakcie, skończyłam już po nim). I to jest dla mnie największy grzech tej książki – w ogóle mnie nie wciągnęła. W ogóle nie przejęły mnie losy bohaterów. Doczytałam, męcząc, bo nie lubię niedokończonych, czasem zresztą na końcu wydarza się coś, co zmienia obraz i wymowę. Tu, ten supertwist na końcu był niestety przewidywalny, a do tego kompletnie niewiarygodny. Nie umiem znaleźć plusów – może trochę opisanie różnych typów ludzkich, ale oni są dość mocno przerysowani oraz ‚kliszowi’, oparci na stereotypach, przez co mało rzeczywiści. W sumie szkoda, bo liczyłam na coś ‚wow’, a teraz to już mi się serialu też nie chce oglądać.

Czyżby rozczarowanie roku 2020? Na razie prowadzi …

Oszukana to czuję się ja. Liczyłam na dobrą lekturę i się zawiodłam. Młoda dziewczyna, uciekając nie wiadomo przed kim lub przed czym, mieszka pod zmienionym imieniem na odludziu ze swoim, hmm, partnerem na przeczekanie. Jest poszukiwana przez dawnego sublokatora. A dla sprawy mają znaczenie tajemnicze zwłoki wyłowione wiosną na Podlasiu. Co mają wspólnego z Leną? Czy jej partner to na pewno dobry człowiek? Czytałam już kiedyś jedną powieść autorki – „Idealną” i może gdyby nie to, to ta by mi się podobała. A tak to cóż – forma opowiadania historii z perspektywy różnych osób nie zrobiła na mnie wrażenia, znając tamtą dość szybko też domyśliłam się o co chodzi w intrydze. No i w sumie nie wiem, po co to czytałam do końca, doczytałam trochę siłą rozpędu, trochę dlatego, że lubię kończyć. I nie wiem też w zasadzie po co powstała ta książka. Czy to ma być głos w sprawie handlu kobietami? Jakieś ostrzeżenie? No nie wiem, ja chyba na razie spasuję z autorką.

Wakacyjne czytanie L. M. Montgomery – Emilka z Księżycowego Nowiu

W te wakacje Bernadeta Milewski, prowadząca świetnego bloga „Kierunek Avonlea„, a także jego profil na Facebooku zorganizowała grupowe czytanie trzech powieści ulubionej autorki. W czerwcu była właśnie „Emilka z Księżycowego Nowiu”, w lipcu „Błękitny zamek”, a w sierpniu czytamy „Janę z Latarniowego Wzgórza”.

Emilka na tle mojej kolekcji powieści L. M. Montgomery – większość jest podwójna 😉

Książka, znana też pod tytułem „Emilka ze Srebrnego Nowiu”, to pierwszy tom trylogii o Emilce. To historia rezolutnej dziewczynki, która trafia do krewnych, której do tej pory nie znała. To historia tego, jak wrażliwe dziecko (Emilka jest poetką) próbuje odnaleźć się w niekoniecznie jej przychylnym środowisku, jak zdobywa przyjaciół. Pełna humoru, ale głównie z mocnym podskórnym smutkiem i powagą. Dla mnie nie była nowa, bo czytałam ją w dzieciństwie kilka razy, ale dzięki temu grupowemu czytaniu było to coś zupełnie nowego i fascynującego.

Zakładki stworzone specjalnie na tę akcję – nie mogłam się oprzeć 🙂

Z reguły w takich wspólnych akcjach czyta się po prostu książkę, a potem dyskutuje ogólnie lub na konkretny temat. Tu było inaczej – codzienne dyskusje po każdym rozdziale – ogólna, o wątkach autobiograficznych, o błędach w tłumaczeniach (nieraz to były bardzo poważne błędy, zmieniające całkowicie wymowę utworu), do tego mnóstwo ciekawych wątków uzupełniających – o ówczesnej modzie, o roślinności wspominanej w książce, była nawet mapa miejscowości oraz posiadłości, w której mieszkała Emilka, tworzona na bieżąco 🙂 I jeszcze wpisy kulinarne z ciastami/ciasteczkami z książki. A niektóre dyskusje były bardzo zacięte, bo uczestnicy bardzo różnie potrafią odbierać te same sytuacje 🙂 Już się cieszę na kolejną wspólną lekturę 🙂