Targi Książki w Warszawie i Festiwal Kryminalna Warszawa

Od jutra do niedzieli w stolicy odbędą się kolejne Targi Książki, czyli prawdziwe święto dla miłośników literatury. W tym roku gościem honorowym będzie Norwegia, można się więc spodziewać wielu ciekawych spotkań z norweskimi autorami.

Mnie najbardziej zainteresowała kolejna edycja Festiwalu Kryminalna Warszawa. W jego ramach poza wieloma ciekawymi spotkaniami z polskimi twórcami tego gatunku literackiego, zostanie również wręczone Grand Prix FKW. A w tym roku do finałowej piątki trafiły następujące powieści:

  • Wojciech Chmielarz, „Dług honorowy” (Marginesy)
  • Krzysztof Domaradzki, „Przełęcz” (Wydawnictwo Literackie)
  • Gaja Grzegorzewska, „Selkis” (Wydawnictwo Literackie)
  • Julia Łapińska, „Czerwone jezioro” (Wydawnictwo Agora)
  • Michał Wojciechowicz, „Polski dwie” (Wydawnictwo Czerwony Pająk)

Ja najbardziej kibicuję i mocno trzymam kciuki za Julię Łapińską i jej „Czerwone jezioro”.

Spacerujący z książkami – Carsten Henn

Piękne wydanie 🙂

Książka trafiła do mnie jako niespodzianka od wydawnictwa :), czyli trochę w taki sposób, jak niektóre książki trafiają do bohaterów tej powieści. Nie wiedziałam więc, czego się spodziewać, co było ciekawym doświadczeniem.

Główny, tytułowy bohater, to starszy mężczyzna Carl Kollhoff, który całe życie przepracował w księgarni swojego przyjaciela Gustava. Carl jest miłośnikiem i znawcą nie tylko literatury, ale i ludzkich dusz. Potrafi świetnie dopasować lekturę do czytelnika, a i przypisać do ludzi odpowiednich bohaterów literackich. Można śmiało powiedzieć, że książki stały się dla Carla zastępstwem rodziny, bo jakoś nie udało mu się jej założyć. Teraz, choć powinien być już na emeryturze, nadal wykonuje jedną pracę – dostarcza do domów zamówione książki, choć zamówień coraz mniej …

Niektórzy czytelnicy wiedzą, czego chcą 😉

Dwie rzeczy zaburzają jednak rutynę Carla (codzienny wieczorny spacer z plecakiem utartą drogą w towarzystwie jedynie kota zwanego Psem ze względu na … szczekanie 🙂 ). Po pierwsze w księgarni córka Gustava zaczyna wprowadzać swoje zupełnie nowe rządy, a po drugie nagle pojawia się nowa towarzyszka spacerów – rezolutna i bardzo bezpośrednia dziewuszka Schascha, która nie daje się zbyć.

Co z tych zakłóceń wyniknie? Jak taka mała dziewczynka może zmienić świat i wytrącić ludzi z ich dotychczasowych przyzwyczajeń? Czy miłość do książek łączy czy oddala ludzi?

Tego dowiedzcie się sami czytając tę książkę 🙂

Ciekawy podział, choć ja się w nim nie odnajduję …

Ja wspomnę jeszcze, że przy okazji różnych nawiązań do bardziej i mniej znanych dzieł literackich znajdziemy tu poważne problemy – samotność, śmierć bliskich osób, przemoc domową, lęk przed odrzuceniem, analfabetyzm, samotne rodzicielstwo, mobbing szkolny, poczucie krzywdy przez bycie „niewystarczająco ciekawym”, trema przed publikacją dzieła. Bardzo to delikatnie zostało wplecione w fabułę, bo nie przytłacza smutkiem, a raczej daje poczucie tego, że wszystko może się ułożyć, czasem potrzebny jest impuls, a czasem po prostu drugi człowiek.

Bardzo polecam – dorosłym (choć okładka sugeruje inaczej) i starszym dzieciom.

Podsumowanie kwietnia

Mamy już połowę maja, więc najwyższy czas podsumować kwiecień 😉

KSIĄŻKOWO

Ciut lepiej niż w lutym i marcu, bo przeczytałam trzy książki – numeracja w całym 2022 roku ( w nawiasie, w ramach jakiego wyzwania przeczytane):

8. Nikt tak nie tańczył jak mój dziadek – Katerina Babkina; 4/5 GR; 7/10 LC ( Trójka e-pik – Ukraina; Book-Trotter – Ukraina)

9. I nie było już nikogo – Agatha Christie/ Pascal Davoz; 5/5 GR; 9/10 LC (Trójka e-pik – Kwiecień-plecień)

10. Cień i kość – Leigh Bardugo; 3/5 GR’ 6/10 LC

FILMOWO/SERIALOWO

Filmowo kwiecień to wreszcie odbicie – dziewięć filmów. Najlepszy to kinowa premiera „Nieznośny ciężar wielkiego talentu”, świetne były też nowozelandzkie „Dzikie łowy” i powtórki: „Niepowstrzymanego” i „Constantine’a”.

Seriale cztery – „Mentalista” dwa sezony, „Randka z gwiazdą”, „Odwilż” i trzeci sezon „Teorii Wielkiego Podrywu”.

I obejrzałam piękny koncert Michaela Boltona z Royal Albert Hall 🙂

OGÓLNIE

Na blogu pojawiły się tylko 3 wpisy, a opisałam w nich 3 książki. Niestety sprawy prywatno-zawodowy pochłonęły dużo czasu i energii, niewiele zostało przestrzeni na coś innego. Ale maj zapowiada się się lepiej – słońce zawsze dodaje humoru 🙂

Niekoniecznie dla dzieci – 3: Wakacje z duchami; Koty kotki kocięta

Dziś krótko na temat dwóch książek dla dzieci z okresu PRL-u.

Tę książkę zabrałam ze sobą na ubiegłoroczny wakacyjny wyjazd, czytałam ją w ramach dwóch wyzwań.

Dawno temu widziałam serial, ale książki nie czytałam, więc w sumie miałam trochę niespodziankę 😉

Sama historia bardzo fajna, taki rodzaj spędzanych wakacji chyba jednak niemożliwy dziś dla zwykłych dzieci (kto by im pozwolił na takie samodzielne szwendanie się po ruinach i nad jeziorem 😉 ). Dzieci – chłopcy oraz ich koleżanka, też bardzo fajne i rezolutne. Ale …

No właśnie mam jedno małe, maluteńkie ale, które trochę mi przeszkadzało w trakcie lektury – otóż koleżanka jest … gruba. I mowa o tym jest wiele, wiele razy. W powiedzmy miły, ale i mniej miły sposób też. I często wspominany jest jej apetyt, to, że prawie ciągle je lub o jedzeniu myśli. Całe szczęście, że w usta samej rzeczonej koleżanki autor włożył dużą dozę poczucia własnej wartości, która nie jest budowana na wyglądzie 😉

A w ramach wyzwania Dzień kota 😉 przypomniałam sobie książeczkę z dzieciństwa, wydaną w 1983r.!

To całkiem ciekawa historyjka o 5-letniej Natalii, uwielbiającej koty, która ma pełno kotków- zabawek. Pewnego dnia Natalia trafia do królestwa Kotanii, w którym nie dzieje się za dobrze 😉

Bardzo polecam takie sentymentalne powroty – niektóre książki fajnie się odkrywa na nowo po latach 🙂

Odwilż – czyli serial idealny na początek wiosny

Pierwszy polski serial już na HBO Max (bo na HBOgo były wcześniej, jak choćby „Wataha”). Serial kryminalny, którego akcja dzieje się w Szczecinie.

Ogólnie bardzo mi się podobał, ale im dalej od seansu, tym coraz bardziej denerwują mnie dziury scenariuszowe. Pierwsze odcinki zapowiadały się nieźle, ale ostatni to już spore rozczarowanie. Zbyt przekombinowane rozwiązanie intrygi, które na dodatek nie ma do końca sensu i nie trzyma się „kupy”.

Moim zdaniem serial broni się za to jako serial obyczajowy, który dość nieźle pokazuje konsekwencje takiej ciężkiej i obciążającej psychicznie pracy. Bardzo podobała mi się trójka głównych bohaterów – policjantów: nieopatrzona, oszczędna w grze Katarzyna Wajda, zawsze dobry Cezary Łukaszewicz i przede wszystkim bardzo naturalnie wypadający Bartłomiej Kotschedoff. Na plus jeszcze pozostałe panie m.in. Monika Krzywkowska czy Agnieszka Pilaszewska. Natomiast rozczarowanie duże to Eryk Lubos (zawsze na tej samej nucie, z pochyloną głową i spojrzeniem „spode łba”), jeszcze większe Sebastian Fabijański. Szkoda, że nie wykorzystano zupełnie potencjału Piotra Żurawskiego.

Osobną rolę pełni Szczecin. Jedno z moich ukochanych miast, jedno z najładniejszych w Polsce. Piękne, słoneczne, zielone, kojarzy mi się z najfajniejszymi chwilami w życiu. Tu, co rozumiem, bo tak pasowało do konwencji „skandynawskiego” w charakterze kryminału, okropny, brudny, ponury, mroczny, ciemny, brzydki. Szkoda trochę.

Widać też dużo inspiracji z kryminałów skandynawskich, z „Mare z Easttown” czy nawet cytaty filmowe wprost z „Milczenia owiec”.

Dużym plusem jest dobra muzyka i piękne mimo wszystko zdjęcia.

Polecam, najlepiej przecież sprawdzić samemu 🙂

Obyczajowo 3 – Lawendowy pokój; Sekretne życie pszczół; Strażniczka miodu i pszczół

Dziś, bardzo krótko, o trzech powieściach obyczajowych, które zaliczam do tych lektur, które są bardzo „otulające”, poprawiające nastrój i pełne jakiegoś takiego nieuchwytnego ciepła.

Bardzo mi się podobała ta opowieść o godzeniu się ze stratą (niekoniecznie śmiercią), odnajdywaniu sensu w życiu, przepełniona niesamowicie miłością do książek. Rozgrywa się we Francji, trochę w Paryżu, trochę w Prowansji, a pomiędzy nimi na rzekach – marzy mi się od lat wyprawa tym szlakiem wodnym. Polecam głównie romantycznym duszom (i nie chodzi mi w sumie o miłosne uniesienia!).

Dawno temu widziałam film, który bardzo mi się podobał. Na książkę natknęłam się na Legimi, więc nie mogłam się powstrzymać. I też mi się bardzo podobała.

Świetnie pokazana samotność dziecka, poszukiwanie miłości, bardzo przejmująco pokazana nadwrażliwość …

Lubię książki o pszczołach. Lubię książki o małych miejscowościach i społecznościach. Dlatego była to dla mnie przyjemna i ciepła lektura, choć mocno „słodzona miodem” 😉

Dodatkowo przy każdym rozdziale jest opis jakiegoś rodzaju miodu.

Jedyny minus dla mnie – trochę za bardzo na siłę wplątane wszystkie aktualne tematy – ekologia, antyglobalizm, antykonsumpcjonizm, i pewnie jeszcze trochę innych -izmów 😉

Podsumowanie marca

Tym razem kolejny miesiąc na blogu zaczniemy podsumowaniem poprzedniego.

KSIĄŻKOWO

Tak jak w lutym przeczytałam dwie książki – numeracja w całym 2022 roku ( w nawiasie, w ramach jakiego wyzwania przeczytane):

6. Czerwone jezioro – Julia Łapińska; 5/5 GR; 9/10 LC ( Trójka e-pik – Odpocznij)

7. Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa – Tadeusz Baranowski; 4/5 GR; 8/10 LC (Trójka e-pik – Twarda okładka)

FILMOWO/SERIALOWO

Filmowo marzec to porażka – jeden film. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miała taki miesiąc … Całe szczęście, że film był całkiem niezły – „Królowe przekrętu” – polecam, dostępne na Amazon Prime Video.

Seriale też słabiutko – tylko dwa – „Jack Ryan” pierwszy sezon i „Prawi Gemstonowie” drugi.

Ale obejrzałam też dwa mecze naszej reprezentacji w piłce nożnej i bardzo cieszy mnie awans na Mistrzostwa Świata – będę mocno kibicować!

OGÓLNIE

Na blogu pojawiły się tylko 3 wpisy, a opisałam w nich 2 książki. Prawie udało mi się utrzymać tempo jednego wpisu na tydzień … ale

Ale jednak wojna trwa nadal, i wciąż sytuacja jest mocno niepewna, a to jakoś odbiera spokój … Oby kwiecień przyniósł go więcej …

Czerwone jezioro – Julia Łapińska

„Pewien artysta raz żył, dom miał i obrazy w nim. W aktorce zakochał się, (…)

Milion, milion, milion krwistych róż,
z okna, z okna, z okna widzisz je,
kocha, kocha, kocha tylko ten,
kto dla ciebie całe życie w kwiaty zmienić chce.”

Te słowa piosenki „Milion ałych roz”, wspaniale przetłumaczone przez męża Julii Łapińskiej, autorki tej powieści – są jakby jej mottem i lejtmotywem. Dla mojego pokolenia (urodzonego w latach 70-tych) to jest piosenka, która od razu rozbrzmiewa w głowie głosem wielkiej gwiazdy ZSRR tamtych lat Ałły Pugaczowej, wersja koncertowa często pojawiała się w niedzielnym telewizyjnym Koncercie Życzeń (młodsze pokolenie zachęcam do wyszukania tego teledysku na YouTube).

Dlaczego mottem i lejtmotywem? Bo przewija się często w rozmowach, wspomnieniach bohaterów książki, bo śpiewana była przez jedną z głównych bohaterek tej historii, choć tę akurat poznajemy z jej pamiętnika z roku 1988. Bo wpłynęła na życie bohaterów, mieszkańców garnizonu w Bornem Sulinowie przed wielu laty, ale i wciąż wpływa w 2014 r. Co prawda, nie chodzi o aktorkę, a pieśniarkę, ale uczucie było wielkie i przekraczające granice światów; i nie w kwiaty, ale w zupełnie coś innego przeobraził życie zakochany mężczyzna, co prawda nie ukochanej kobiecie, ale tym, którzy ją skrzywdzili.

Rok 2014, Borne Sulinowo, wesele, trochę dziwne. To bogaty Rosjanin, właściciel nowo wybudowanego hotelu bierze ślub. Rankiem następnego dnia przed hotelem goście znajdują zwłoki ochroniarza, okrutnie okaleczone. Zaczyna się śledztwo, w którym wszystko jest dość mocno pogmatwane i skomplikowane.

Tropy prowadzą do zbrodni sprzed 25 lat, ale wszystkie akta z garnizonu zniknęły z wyjazdem Rosjan. Pojawiają się podpowiedzi – zdjęcia. Fotografie pełnią dość ważną rolę. Jedną z głównych postaci jest bowiem wojenny fotograf, Kuba Krall, przyjaciel pana młodego z dawnych lat, gdy razem dorastali w Bornem. Kuba, który walczy ze swoimi demonami (PTSD), zostaje wciągnięty w samo centrum śledztwa. Okazuje się, że pewną wiedzę na temat zamordowanego może mieć jego matka, a także jego dawny mentor, właściciel zakładu fotograficznego.

Wokół Kuby oraz Ingi, śledczej, pojawia się coraz więcej osób, które może coś łączyć ze zbrodnią – dawna garnizonowa lekarka, tajemniczy pełen charyzmy i emanujący władzą starzec malujący obrazy pod starymi willami, panna młoda, która chyba nie do końca jest szczęśliwa, zbuntowana studentka medycyny. A w tle mamy jeszcze czerwonego tygrysa, ‚braterstwo’ zawiązane w Afganistanie, smutną historię młodziutkiej Polki, która miała zostać pięknym słowikiem …

Bardzo sprawnie autorka podrzuca i rozrzuca ślady, poszlaki, wskazówki, które stopniowo łączą się i dają dość satysfakcjonujące rozwiązanie. Świetnie pokazana mentalność mieszkańców takiej zamkniętej społeczności, która wpływa na ich całe życie, nawet wtedy, gdy już długo żyją zupełnie inaczej. Główna intryga, rozwijająca się w krótkich dynamicznych rozdziałach, przeplatana fragmentami pamiętnika Katarzyny z 1988r. , powoduje, że od książki, trudno się wprost oderwać.

Osobnym bohaterem powieści jest samo miasto i okolice. Miałam kiedyś okazję być tam przez jeden dzień i zwiedzić różne miejsca, między innymi dawny Dom Oficera, który w czasach swojej świetności musiał być przepięknym budynkiem, czego ślady wciąż jeszcze było widać. Bardzo mi się więc podobało to, jak autorce udało się ukazać taką dziwną, tajemniczą i specyficzną aurę, jaką ma to miasteczko. Chwilami można się poczuć nieswojo, tak że kto wie, jakie zbrodnie kryją się w historii garnizonu …

Zdecydowanie i bardzo polecam wszystkim amatorom kryminałów, które zaskakują, mają niesztampowych bohaterów (galeria postaci jest imponująca i wymyka się choćby szablonowi „nadużywającego gliny po przejściach”) i stanowią naprawdę niegłupią rozrywkę.

Podsumowanie lutego

Z opóźnieniem, co prawda, ale zapraszam na podsumowanie lutego.

KSIĄŻKOWO

Przeczytałam dwie książki – numeracja w całym 2022 roku ( w nawiasie, w ramach jakiego wyzwania przeczytane):

4. Przewoźnik – Margit Sandemo; 3/5 GR; 6/10 LC ( Trójka e-pik – Lud pracujący)

5. Koty, kotki, kocięta – Bohdan Dzitko; 3/5 GR; 7/10 LC (Trójka e-pik – Dzień Kota)

FILMOWO/SERIALOWO

Luty filmowo był lepszy od stycznia – 7 filmów – jeden w kinie „Koniec świata czyli Kogel Mogel 4”, trzy filmy nominowane do tegorocznych Oscarów: dwa krótkometrażowe „Sukienka/The Dress” (polski, za który bardzo trzymam kciuki!) i „The Long Goodbye” oraz „King Richard: Zwycięska rodzina” bardzo dobry film sportowy o siostrach Williams; trzy pozostałe to „Sprawa Colliniego” niemiecki dramat sądowy z wątkiem z II wojny światowej; mocno na granicy dobrego smaku komedia „Milion sposobów jak zginąć na Dzikim Zachodzie” oraz polski dramat „Świnki”.

Jeśli chodzi o seriale to tu tym razem jest mniej (gdzieś musi być równowaga) – 7 sezonów 6 seriali (2 sezony „Red Oaks”, po 1 „Chicago P.D.”, „Teoria wielkiego podrywu”, „Reacher”, „Rodzicielstwo”, „Goliath”).

Dodatkowo kilka relacji z Igrzysk Olimpijskich w Pekinie (głównie skoki narciarskie i łyżwiarstwo figurowe) oraz polskie preselekcje do festiwalu Eurowizja (ja bym wybrała inną piosenkę).

OGÓLNIE

Na blogu pojawiło się 5 wpisów, a opisałam w nich 4 książki. Takie tempo (jeden wpis na tydzień) spróbuję utrzymać i w marcu.

W lutym wpływ na nie miał najpierw mój urlop, pełne dwa tygodnie ferii, chyba pierwszy raz od 10 lat? To był super czas – jazdy na łyżwach codziennie bez względu na warunki pogodowe oraz oglądanie seriali, wizyta w kinie, luz i swoboda, wypoczęła mi głowa bardzo. Czułam jakiś silny wewnętrzny impuls, żeby wziąć aż tyle urlopu – i teraz już chyba wiem, dlaczego … Tak jakby organizm próbował przygotować się na to, co będzie po 24 lutego …

A teraz mamy zupełnie inny świat i wciąż patrzymy, co się z tego wyłoni …

Anne z Zielonych Szczytów i Zaczytani w Ani

Około miesiąca temu (choć wydaje się, jakby wieki!) miała miejsce premiera jednego z nowych przekładów „Ani z Zielonego Wzgórza”. I pewnie przeszłaby niezauważona, gdyby nie fakt, że tłumaczka, pani Anna Bańkowska i wydawnictwo Marginesy zdecydowali o … zmianie tytułu!

Oczywiście, przez internet przetoczyła się cała fala dyskusji (kłótni też) na ten temat, więc wszystkim już pewnie wiadomo, że to nie do końca „zmiana” tytułu, co przywrócenie tytułu oryginalnego, które odnosi się do nazwy własnej domu rodzeństwa Cuthbertów i nawiązuje do ścian szczytowych budynku.

Na początku nazwa ta i we mnie wzbudziła mieszane uczucia, ale z ogromnym zaciekawieniem czekałam na tę nową wersję znanej na pamięć historii 🙂 I wiecie co? Już po kilku stronach pierwszego rozdziału „Zielone Szczyty” brzmiały mi zupełnie naturalnie i tak, jakby tak od zawsze było.

To, co bardzo mi się podoba w nowym tłumaczeniu to uwspółcześnienie języka. Ale nie chodzi o słownictwo (i dawanie na siłę współczesnych określeń), a o mniejszą liczbę zawiłych konstrukcji zdaniowych , co sprawia, że czyta się bardzo płynnie i ‚potoczyście’, i nie sposób się od lektury oderwać. Myślę, że dzięki temu Anię pokocha kolejne pokolenie małych dziewczynek, bo dużo łatwiej będzie się im z nią utożsamiać.

Bardzo podoba mi się, że to wersja, która jest bardzo bliska oryginałowi. Z wielu dyskusji przy czytaniu grupowym innych książek Maud, wiem dobrze, jak dużo rzeczy było „zgubionych w tłumaczeniu”, a czasem nawet wypaczających intencje autorki. Teraz w pierwszym tomie cyklu o Ani mamy wreszcie wiele rzeczy takich, jakie powinny być – począwszy od roślinności z wyspy Księcia Edwarda po wyjaśnienie kilku, których w oryginale nie było (jak np. krople walerianowe w cieście 😉 )

Jedyne, co mnie jest ciężko wykorzenić (i to chyba już się nie da 😉 ), to imiona. Ja wiem, że obecnie nie tłumaczy się imion czy nazw geograficznych, jednak dla mnie, jeśli istnieje polska wersja to powinna być polska. Jedyny wyjątek – ja wiem, że pani Lynde w oryginale ma na imię Rachel, ale dla mnie na zawsze zostanie Małgorzatą 🙂

A sama historia, jak i we wcześniejszych wersjach, jest wspaniałą historią o zagubionym dziecku obdarzonym niezwykłą wyobraźnią, które w obcych ludziach znajduje dobrych i kochanych opiekunów, dzięki czemu może w pełni rozkwitnąć i wykorzystać swoje talenty i możliwości. I oczywiście działa to w dwie strony, bo dziewczęca i szczera osobowość Anne z „e” na końcu, zmienia nie tylko najbliższe jej osoby, ale i wpływa na życie całej wsi.

Chciałabym też zwrócić uwagę na to, że jeśli chodzi o samą książkę – widać, że wydana jest z ogromną miłością do Ani. Piękna oprawa, ładna okładka (na żywo te kolory bardzo pasują), sentymentalna obwoluta, wstążeczka, mapka Avonlea, noty biograficzne o L. M. Montgomery I A. Bańkowskiej. Taka prawdziwa dbałość o detale sprawia czytelnikowi dodatkową frajdę 🙂

Na koniec bardzo chciałabym Was zaprosić do wspólnego czytania Ani. W tym roku upływa 110 lat od pierwszego polskiego przekładu. Tłumaczenie Rozalii Bernsteinowej zna chyba przeważająca część miłośniczek i miłośników, to jej zawdzięczamy poznanie tej cudownej bohaterki. Tydzień rozpoczęło się grupowe czytanie, 3 razy w tygodniu pojawiają się audiobooki rozdziałów ( i ja mam tam swój wkład), są dyskusje, są porównania tłumaczeń, są wątki autobiograficzne, jest całe mnóstwo innych ciekawostek – kulinarnych, botanicznych, literackich, itp., itd. Zapraszam – kliknijcie w obrazek 🙂