Jeden dzień w grudniu – Josie Silver

Ta książka jest pierwszą, którą przeczytałam w ramach mojego wyzwania – Cztery pory roku z klubem Reese – jesień. To książka z klubowego roku 2018.

Bardzo mi się podobała, ma taki nastrój i klimat rodem z „Dziennika Bridget Jones” i „To właśnie miłość”, pewnie w głównej mierze dzięki akcji w Londynie 😉

Laurie i Jack, to ich naprzemienną opowieść śledzimy. Poznali się w przelocie w jeden grudniowy dzień, by znowu zobaczyć się dopiero po roku. Ale wtedy troszkę się gmatwa sytuacja … Ile jeszcze lat przyjdzie im uświadomić sobie pewne rzeczy, a potem być może pogodzić z tym, że nie wszystkie marzenia da się spełnić? Trochę jak z czaplą i żurawiem …

Przez 10 lat sporo się wydarza – przyjaźnie się nawiązują i rozpadają, umierają bliskie osoby, zdarzają się poważne wypadki, dochodzi do zmian pracy, są śluby, sprawdzanie testów ciążowych. Po prostu życie, pokazane kilkoma dniami z każdego roku.

Zabawna, ale i wzruszająca, czasami wkurzająca, a czasami skłaniająca do zastanowienia.
Bardzo przyjemna powieść o miłości do przyjaciół!

Jak Grinch skradł święta! – Dr. Seuss

Jeżeli macie w tym roku zamiar kupić tylko jedną książkę świąteczną dla dzieci – to niech to koniecznie będzie właśnie ta! Nie pożałujecie!

Pierwsze polskie wydanie w tłumaczeniu Michała Rusinka to prawdziwe cudo!

Historia niesfornego stworka, który tak bardzo nie cierpiał Bożego Narodzenia, że postanowił je zepsuć, ukraść, zabrać! Ale musiał się bardzo zdziwić, gdy okazało się, że:

„Być może nieważne, czy prezent masz w ręce,
bo w Świętach, cóż, chodzi o coś … coś więcej.”

A ponieważ to rymowana wierszowanka, to nieważne, czy będziecie czytać sobie, czy może dzieciom – po prostu MUSICIE przeczytać ją na głos!

Non-fiction – 3: Cień wiatru. Przewodnik po Barcelonie i Wroną po Stanach

Dziś zapraszam na krótką podróż 🙂

„Cień wiatru” czytałam bardzo dawno temu, ale zapadł mi w pamięć po dziś dzień. Myślę, że większość tych, którzy czytali tę powieść, marzyła, żeby pojechać do Barcelony i zwiedzać to miasto razem z bohaterami tej książki.

Przed około dwoma laty pewien wieczór piątkowy spędziłam właśnie wędrując po Barcelonie śladami „Cienia wiatru”. Autorzy tego przewodnika postanowili bowiem odszukać miejsca znane z kart powieści, a te, które nie istnieją naprawdę, znaleźć gdzieś w licznych uliczkach. Pomocy szukali zresztą u samego autora, który opowiedział im trochę o swoich inspiracjach, swojej własnej historii. Poza wymienionymi miejscami powieściowymi mamy też szereg innych ciekawych czy wartych odwiedzenia miejsc w ich pobliżu – muzeów, zabytków, ale także restauracji czy kawiarni. Jest sporo historii, są fragmenty powieści, są wypowiedzi Carlosa Ruiza Zafona. I tylko zdjęć mogłoby być więcej …

Druga dzisiejsza książka to podróż do USA. To tam bowiem od kilku już lat mieszka polski dziennikarz. Książka to bardzo subiektywny wybór różnych anegdotek, historii oraz ciekawostek o wybranych stanach. Podróż oczami autora oraz dwójki jego dzieci. Ciekawe, choć trochę … mało 😉

Które miejsca opisują? Słoneczną Florydę, Hawaje, Nowy Jork, Kalifornię, DMV – czyli Dystrykt Kolumbia, Maryland i Wirginia, „Flyover country” czyli Detroit i Chicago, Nową Anglię oraz Południe (Karolinę Południową, Georgię, Luizjanę).

Podobało mi się wplecenie przepisów charakterystycznych dla danego stanu, podobały wypowiedzi Polaków mieszkających w tych stanach na stałe. Ale chciałoby się więcej, jest spory zapas, a Marcin Wrona pisze całkiem sprawnie i wciąga łatwo czytelnika w swój świat.

14 sezon Znalezionego pod choinką

Dziś krótko – daję znać, że kolejny, już 14 raz, rusza prowadzone przeze mnie wyzwanie świąteczne „Znalezione pod choinką”.

Wyzwanie polega na … głównie wprowadzaniu się w świąteczny nastrój poprzez przede wszystkim czytanie i recenzowanie świątecznych książek (których znowu mamy zatrzęsienie w tym roku), ale też oglądanie filmów, słuchanie muzyki, czy opisywanie wszystkiego, co związane ze świętami 🙂

Zapraszam serdecznie do śledzenia lub współudziału!

Pani March – Virginia Feito

Rzadko jakoś czytam nowości, ale ten debiut przewinął się tyle razy w kilku grupach czytelniczych, że też po niego sięgnęłam. Przeczytałam tę powieść w lipcu, mieliśmy też na jej temat dyskusję w jednej z grup. Wiele już było zachwytów nad tą książką, ja się przyłączę częściowo 😉

Książka, jak i jej bohaterka, niewątpliwie bardzo dobrze napisana. Mimo wielu przydługich czy nudnych scen intryguje, zaciekawia, chcemy wiedzieć, co będzie dalej. Nawet jeśli chwilami gubimy się w tym, co jest prawdą, a co urojeniem. Nawet gdy nie wiemy, czy inni bohaterzy są dobrzy, zwyczajni czy złośliwi.

Wątek „kryminalny” mnie się bardzo podobał, fragmenty z prowadzenia śledztwa znakomite, wiarygodne i pokazujące dobrze ludzką naturę.

Co właściwie sprawia, że jesteśmy sobą? Jak długo jesteśmy w stanie funkcjonować przybierając różne maski? Pytanie, czy ktoś od nas tych masek wymaga?

Autorka świetnie pokazuje do czego może doprowadzić tłumienie siebie. Pytanie tylko, czy obłęd bohaterki został tym tłumieniem wywołany, czy raczej był w niej od zawsze, jak mi się zdaje (Kiki), ale nie został odpowiednio potraktowany przez rodziców…

Na koniec wkleję jeszcze pytania do grupowej dyskusji:

PYTANIE 1 – czy mąż pani March mógł być mordercą? Czy rzeczywiście była jego inspiracją do książki? Co z jej synem – czy był zwykłym dzieckiem, czy może odziedziczył „coś” po matce lub ojcu?

PYTANIE 2 – czy ktoś od nas tych masek wymaga? Kto?

Autorka świetnie pokazuje do czego może doprowadzić tłumienie siebie.
PYTANIE 3 – czy obłęd bohaterki został tym tłumieniem wywołany, czy raczej był w niej od zawsze, jak mi się zdaje (Kiki), ale nie został odpowiednio potraktowany przez rodziców…

PYTANIE 4 – jak określili/łybyście gatunek tej powieści? Czy to rzeczywiście kryminał lub czarna komedia, jak sugeruje opis na okładce?

PYTANIE 5 – czy polubili/łyście główną bohaterkę? Jakie wzbudziła w Was uczucia?

Kryminalnie – 4, zagranicznie: Kasztanowy ludzik, Najczarniejszy strach i Pożegnalne spojrzenie

Jak powrót, to również powrót do krótkich notek o niektórych książkach, czytanych dawno lub chwilę temu, tak żeby został choć ślad po moich wrażeniach.

Dziś kryminalnie – mam swoją teorię, że dobre kryminały ‚same się czytają’ – czy tak było w przypadku wszystkich trzech?

Z całą pewnością sprawdziła się tu. Potężne tomisko połknęłam, zdaje się w dwa, trzy dni. Czytałam ją w 2019 roku, sporo wcześniej przed premierą, gdy jeszcze nie było w sieci żadnych opinii, nic więc o niej nie wiedziałam, autora też nie znałam (nie oglądałam seriali, przy których pracował).
Świetnie, sprawnie napisane, krótkie rozdziały, ‚przeplatane’ historie – mordercy oraz dwójki głównych śledczych. Intryga ciekawa, pomysł interesujący, trochę jak dla mnie zbyt brutalne morderstwa (od jakiegoś czasu od takiego epatowania ‚krwią i flakami’ uciekam). Od początku wiemy, kto jest mordercą w zbrodni sprzed lat i teraz, wiemy, dlaczego, ale trudno się domyślić, kto nim jest, tak z imienia i nazwiska, choć mamy go cały czas przed oczami. Przyznam się, że typowałam kogoś innego i tu mnie autor zaskoczył 😉
Jak się lubi taką drobiazgową policyjną robotę, to jest bardzo dobrze tu przedstawione.
Polecam, już wtedy przewidywałam, że będzie film lub serial (scenariusz był właściwie gotowy).

To tzw. stosikowa, czyli wylosowana w ramach akcji prowadzonej od lat przez Annę, autorkę „Przeczytałam książkę„. Dokładniej to stosikowa z marca 2021. Dawno nie czytałam kryminałów Cobena, a to kolejna z cyklu o Myronie Bolitarze. Myron dowiaduje się, że ma syna, który potrzebuje pilnie przeszczepu. Ale potencjalny dawca się ulotnił, a ten, kto się za niego podaje, ma jakiś związek z seryjnym zabójcą sprzed lat – rozpoczyna się więc walka z czasem i z okrutnym przestępcą. Do takich kryminałów chętnie wrócę – takich, które nie muszą epatować obrzydliwymi krwawymi szczegółami, żeby wywołać grozę.

I ostatnia dzisiaj, również stosikowa – z kwietnia 2021, ale przeczytana w 2022. To bardzo klasyczny kryminał, napisany w 1969 roku. Elegancki, wytworny, trochę „zapaćkany” morderstwem i niższymi sferami. Ciekawa intryga, mroczny duszny nastrój, zmęczony życiem śledczy. Takie kryminały też lubię.

Fjaka. Sezon na Chorwację – Aleksandra Wojtaszek

Skoro wróciłam 😉 , to przydałoby się zacząć opisywać krótko lub długo przeczytane książki. W tym roku przeczytałam już 37, co wyrównało mi wynik z 2022r. Ciekawe, czy poprawię 2021 – 51 😉 Na razie nie jest źle, dużo ciekawych lektur za mną, a i plany też fajne 🙂

Na początek ostatnia przeczytana.

Powinnam zacząć od tego, że kocham Chorwację. Pierwszy raz byłam tam w 2003r. i przez te 20 lat spędzałam tam wakacje 11 razy. Czuję się tam tak, jakby moja dusza miała tam swój dom. Gdy tylko czuję na twarzy ciepły powiew powietrza i słyszę cykady, czuję się jakbym wróciła z podróży. Gdy stamtąd wyjeżdżam, tęsknię nieustannie.

Dużo na jej temat czytam, od pierwszych wyjazdów uczę się słów, zwrotów, by choć trochę na miejscu rozmawiać po chorwacku.

Dlatego ta książka od razu znalazła się na moim celowniku i nawet zaczęłam ją czytać w czasie tegorocznych chorwackich wakacji.

Nie znajdziecie w niej wakacyjnych migawek czy miejscowości. To raczej zbiór opowieści o innej, mniej widowiskowej Chorwacji. I to jest ciekawe, te inne regiony niż nadmorskie. To, jak tam wygląda teraz życie. Trudna historia, trudna przeszłość.

Ale mam bardzo mocno mieszane uczucia, bo bardzo przeszkadzały mi wyzierające prawie cały czas poglądy autorki. W końcowym słowie deklaruje ona, że kocha Chorwację, ale nie ślepo i dlatego szuka dziegciu w beczce miodu.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły ja odniosłam wrażenie, jakby odmawiała Chorwatom prawa do posiadania własnego państwa. Najpierw próbując udowodnić, że nie ma jakiejś wspólnej tożsamości ludów, które żyły na tych ziemiach, potem pisząc jakby Jugosławia była najlepszym, co mogło spotkać Bałkany, a teraźniejszość jest zła.

Najlepiej sprawdźcie sami, a jeśli nie byliście nigdy w Chorwacji, to niech Was ta książka nie zniechęci 😉

Cztery pory roku z klubem Reese – Jesień

Po prawie roku nieobecności – wracam. Wracam, bo potrzebuję chyba miejsca na swoje zapiski 😉

No i wymyśliłam sobie wyzwanie dla siebie, ale jeśli ktoś chciałby dołączyć – zapraszam serdecznie do wspólnego czytania 🙂

Od jakiegoś czasu dość popularne zaczynają się stawać kluby czytelnicze prowadzone przez sławne osoby. Oczywiście budzi się w nas od razu podejrzenie, że stoją za tym całe sztaby marketingowców. Ja wolę jednak wierzyć, że Oprah Winfrey, Reese Whitherspoon czy królowa Camilla naprawdę lubią czytać i, jak prawie każdy zapalony czytelnik, uwielbiają namawiać innych do przeczytania książek, które im się podobały 🙂

Dlatego zapraszam na cały rok wspólnego czytania książek z listy klubu czytelniczego Reese Whitherspoon. Klub Reese działa od 2017 roku, a książki, wybierane przez aktorkę to książki napisane przez kobiety, o kobietach, dające nadzieję. Gatunkowo rozrzut jest bardzo duży – powieści obyczajowe, historyczne, kryminały, thrillery, romanse, a nawet poradniki. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie!

Ogólne ramy wyzwania:

1. Podzieliłam całość na 4 pory roku – część 1 – Jesień potrwa od 23 września do 21 grudnia. Obejmuje książki z klubowej listy z lat 2017 – 2018.

2. Książki na liście to książki wydane w Polsce – na życzenie w komentarzach mogę dopisać również te jeszcze nie wydane u nas

3. Wyzwanie wspólne polega na wykonaniu jednego z trzech planów. Jesienny wygląda tak:

MINI – 2 książki, jedna z każdego roku

MIDI – 6 książek

MAXI – 13 książek – komplet

Książki przeczytane można zgłaszać na bieżąco.

To chyba na razie tyle – mam nadzieję, że nie będę czytać sama 😉

Obyczajowo – 5: Człowiek, który pokochał Yngvego; Madame; Korekty

Dziś o trzech powieściach obyczajowych, które przeczytałam w ramach Stosikowego wyzwania u Anny.

Stosikowa – maj 2018.

Hmm, to taka książka trochę o dojrzewaniu w okresie przemian w Europie na początku lat 90-tych. I trochę stanowiąca swoiste rozliczenie z młodością, zuchwałą i butną, cierpiącą na chorobę zwaną „pewnością” – stosowny fragment jest naprawdę niezły:

Całość nie do końca mi się jednak podobała, ale ciekawie było powspominać swoją młodość i czasy licealne, bo przypadły mniej więcej na ten sam czas, co u autora. Chociaż realia komunistycznego kraju były inne, wiele rzeczy jednak było bardzo podobne.

Stosikowa – luty 2021.

Mieszane uczucia. Może, gdybym przeczytała w liceum, porwałaby mnie ta książka ‚formacyjna’ w rejestry wysokie i pełne uniesień. Teraz chyba jestem już za mocno na ziemi, żeby mnie to wzruszało …

Do tego mocno „przeintelektualizowana” – tyle nawiązań do sztuki (w tym literatury) wysokiej, łącznie z cytowaniem całych fragmentów poezji – można się nabawić kompleksów, a przecież główny bohater to licealista – chociaż? Chyba nigdy nie było się w mniemaniu swoim tak mądrzejszym od innych jak właśnie w tym wieku 😉, co potwierdza tezę z książki wyżej 😉

Stosikowa – styczeń 2022.

Rany, co za nuda! 600 stron rozkładania na czynniki pierwsze i bardziej pierwszejsze rozpadu więzi rodzinnych, chociaż w zasadzie nigdy ich w opisywanej rodzinie nie było. Dorośli ludzie obwiniający wszystkich i wszystko dookoła za swoje ogólne rozmemłanie i złe decyzje. Kilka całkiem błyskotliwych spostrzeżeń czy obserwacji nie równoważy tego, że żadnego bohatera nie darzy się nawet odrobiną sympatii, ani żadnej innej emocji (poza nudą 😉). Nie rzuciłam w kąt, bo liczyłam na ciekawe zakończenie, ale tu też rozczarowanie.

Cieszę się, że zmierzyłam się z tymi książkami mimo wszystko 🙂

Niekoniecznie dla dzieci – 4: cykl Selekcja

Dziś krótko na temat kilku powieści dziecięco-młodzieżowych – czyli kolejnych tomach cyklu literackiego, które sobie podczytuję od kilku już lat.

Wróciłam po dłuższej przerwie do dokończenia cyklu „Selekcja”. Pierwsze tomy („Rywalki”, „Elita”, „Jedyna”) opowiadały historię dziewczyny o imieniu America, która nie do końca zgodnie ze swoją wolą trafiła do krajowych eliminacji na … żonę następcy tronu.

Bardzo ‚dziewczyńska’, niezła dla ‚odmóżdżenia’, trochę naiwna, z całkiem fajną główną bohaterką i nieźle wymyślonym światem. Kraj i nowy podział kontynentów, dziwny podział grup społecznych budził skojarzenie z innym cyklem „Igrzyska śmierci”. Drugi tom to już trochę więcej, bo akcja się rozkręca w inną stronę niż się spodziewałam 😉 Ami to Kosogłos, kto by się spodziewał? Ale dzięki temu książka jeszcze bardziej mnie wciągnęła. Tom trzeci to finał historii miłosnego trójkąta 😉 O ile sam wymyślony świat, pomysł na eliminacje w celu wyboru żony dla księcia i cały wątek rebeliantów bardzo mi się podobały, to jednak ten trójkąt jest raczej słaby. I naprawdę trudno uwierzyć w miłość wielką między Ami a … Kompletnie niewiarygodny.

A czwarty i piąty tom to tym razem o kolejnym pokoleniu i sytuacji na odwrót – to dziewczyna ma wybrać swojego współtowarzysza. Sporo fajnych rozważań na temat oczekiwań rodziców, jakie mają względem dzieci – dlatego cykl nadaje się na wspólną lekturę!

Dla formalności dodam, że są jeszcze uzupełniające dwie nowelki. Jedna, „Książę”, pokazuje początek eliminacji od strony księcia Maxona, druga, „Gwardzista”, podobne wydarzenia widziane oczami Aspena, gwardzisty, dawnego ukochanego Ami. Oprócz tego jest kilka dodatkowych informacji na temat systemu obowiązującego w świecie stworzonym przez autorkę.