Bestsellery Empiku i Targi Książki w Warszawie

Skoro pisałam na blogu o nominacjach, to wypada mi też napisać, kto został laureatami nagród Bestsellery Empiku. Gala wręczenia nagród odbyła się we wtorek 15 lutego, niestety po nagrodzeniu pewnego rapera z imprezy kulturalnej przekształciła się dla mnie w żenującą promocję odurzania się, czemu nie mogę przyklasnąć, więc na nagrody w kategorii literatura i film czekałam już z pewnym takim niesmakiem, pogłębionym zresztą później przez pewnego pisarza, ambasadora kategorii książkowej …

No cóż, odnotujmy kto został nagrodzony:

LITERATURA PIĘKNA:
Joanna Mokosa-Rykalska – Matka siedzi z tyłu. Opowieści z d**y wzięte

OBYCZAJOWA:
B. A. Paris – Terapeutka

ROZWÓJ OSOBISTY – nie ma już kryminału 🙁
Natalia de Barbaro – Czuła Przewodniczka

DLA DZIECI – tym razem tylko polska!
Andrzej Maleszka – Bohaterowie Magicznego Drzewa. Stwór

AUDIOBOOKI:
Wilkołak – serial oryginalny Empik Go na podst. powieści Wojciecha Chmielarza

PODCASTY – nowa kategoria:
Kryminatorium Empik Go2 – Marcin Myszka

No i – ODKRYCIE ROKU:
Aleksandra Zbroja – Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu

FILM POLSKI:
25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy – reż. Jan Holoubek

FILM FAMILIJNY:
Mulan – reż. Niki Caro

ODKRYCIE ROKU:
Moje wspaniałe życie – Łukasz Grzegorzek

A zmieniając temat – Targi Książki w Warszawie (już nie Warszawskie Targi Książki) ogłosiły, że w tym roku gościem honorowym będzie Norwegia, co mnie osobiście bardzo cieszy, a że na dodatek same targi odbywać się będą w okolicy moich imienin, tym bardziej czuję się zachęcona 🙂

Z informacji z oficjalnej strony targów:

„Jak informują organizatorzy norweskiego wystąpienia, Polska jest ważnym rynkiem, na którym literatura norweska cieszy się dużym zainteresowaniem, zaczynając od kryminałów, przez nordycki noir, aż po książki dla dzieci i bajki. Polska literatura jest również dobrze przyjmowana w Norwegii – zajmuje piąte miejsce jeśli chodzi o tłumaczenia z języków obcych.”

„Ekspozycja Norwegii będzie wyjątkowo duża, znajdziemy ją w Sali Marmurowej i Sali Kisielewskiego, a także na stoisku ulokowanym w namiotowym pawilonie przed głównym wejściem do Pałacu Kultury i Nauki. Spotkania z norweskimi autorkami i autorami odbywać się będą na scenie głównej i mniejszej scenie przed Pałacem. Planowanych jest wiele wydarzeń, także online, zarówno dla czytelników, jak i branży wydawniczej.

Wstęp na Targi Książki w Warszawie będzie bezpłatny dla zwiedzających, a część wydarzeń dostępna będzie za pośrednictwem mediów społecznościowych.”


Raj na ziemi – Mary Alice Monroe

Książka- zaskoczenie. Byłam pewna, że to romans, a okazało się, że to książka na temat odchodzenia, pogodzenia się ze śmiercią, znalezienia swojego miejsca, ładny i nie do końca sztampowy wątek matka-córka. No i sporo ciekawostek na temat … żółwi, przed każdym rozdziałem krótka notka o Caretta Caretta. Żółwie odgrywają bowiem pewną rolę w życiu bohaterek.

Główna bohaterka na prośbę matki przyjeżdża w rodzinne strony po 20 latach. Pewnie nie przyjechałaby i tym razem, gdyby nie to, że właśnie straciła pracę i została oszukana przez bliską osobę. Trudno jest odbudować jakiekolwiek więzi po tylu latach, ale w obliczu nieuleczalnej choroby matki, Cara decyduje się spędzić z nią całe lato w letnim domu na wyspie Palm.

Zdjęcie ze strony: https://palmscharleston.com/explore

Cara nie jest złą córką, ani Olivia nie jest złą matką – to nie ten trop. Obie wybrały trochę inne drogi życiowe, Cara nie rozumie na przykład tego, dlaczego matka całe życie do śmierci ojca, była podporządkowaną i posłuszną żoną; nie rozumie też pasji (nazywa ją obsesją) matki do tego, by prawie całe lato spędzać na opiece nad żółwiami.

O dziwo, to właśnie żółwie i lokalne koło miłośników żółwi stanie się czymś, co połączy obie kobiety. To i jeszcze opieka nad młodą sublokatorką Olivii – Toy, nastoletnią ciężarną dziewczyną, którą rodzice wyrzucili z domu.

Zdjęcie ze strony: https://www.exclusivepropertiesus.com/blog/activities/may-means-loggerheads-isle-palms

Ta książka, która mnie tak zaskoczyła, podobała mi się na tyle, że po dowiedzeniu się, że są kolejne części, zaryzykuję chętnie spotkanie z drugim tomem.

Klasycznie – 1: Balladyna, Skąpiec, Gloria Victis

Od czasu do czasu sprawdzam, jakie lektury aktualnie ma MC w szkole i dzięki temu czasem z przyjemnością wracam do niektórych 🙂 Dziś więc o trzech naszych wspólnie przeczytanych lub wysłuchanych 😉

Na początek „Balladyna”, z którą zetknęłam się w ostatnich latach dwukrotnie. Najpierw, w 2018 r. była to lektura, czytana z dziecięciem na głosy – muszę się tu pochwalić, że stworzyłam absolutnie wybitną kreację tytułowej bohaterki 😃😃😃

Ciekawe to było doświadczenie, bo jakoś wiele rzeczy wyparłam – np. Grabca 😉 No i fajnie było zderzyć się ze świeżym, nienabożnym spojrzeniem (żadne tam „Juliusz Słowacki wielkim poetą był” 😉 )

Kolejne spotkanie, już dwa lata później – wrzesień 2020, kolejna edycja Narodowego Czytania, tym razem właśnie „Balladyny”. I tak na chwilkę tylko włączyłam transmisję na żywo z czytania w Ogrodzie Saskim przez świetnych aktorów, no i … przepadłam, a po tych obu doświadczeniach polubiłam ten dramat dużo bardziej, niż gdy sama miałam go w szkole 😉

A tutaj link do tej transmisji – możecie sami sprawdzić, jak świetne były te postaci!

Lubię, kiedy MC ma w lekturach dramaty, bo często czytamy je razem na głos 🙂 Tym razem też tak było, a dzięki temu mieliśmy dużo frajdy.

Mam na temat lektur swoją, kontrowersyjną 😉, teorię – poza warstwą językową one się nic a nic nie starzeją i są wciąż aktualne. Trzeba tylko umieć odnaleźć do nich klucz dopasowania i analogie do dzisiejszych sytuacji. Przypomniany właśnie „Skąpiec” jest kolejnym dowodem tej mojej tezy. Pęd za pieniędzmi, chęć układania innym życia – czyż to nie jest aktualne i dziś?

Świetnie jest napisany – błyskotliwe teksty, ‚szarżujące’ dialogi, postaci zabawne. Może zmieniają się czasy, pewne okoliczności, ale charaktery ludzkie wciąż zmianom nie ulegają 😉

Wielkie zaskoczenie!

Dlaczego? Przecież czytałam dawno temu w szkole, coś tam pamiętałam, że o powstańcach, ale w sumie, jak się okazało, bardzo niewiele …

Teraz przy okazji tego, że była to lektura szkolna, postanowiliśmy ją wspólnie … przesłuchać, wykorzystując to, że mieliśmy trochę do przejechania samochodem. Znalazłam więc plik mp3 na Wolnych Lekturach i …

zostaliśmy zaczarowani przez dwie mistrzynie! Mistrzynię słów Elizę Orzeszkową – to, jak chociażby opisuje drzewa, jak nabudowuje stopniowo napięcie, zaczynając niby od kulminacji, ale przecież dopiero później dociera cała groza, jak pięknie przechodzi pomiędzy scenami lirycznymi, delikatnymi do scen brutalnych, opisów bitwy …

I mistrzynię interpretacji Danutę Stenkę, która tak pięknie to czytała, tak potrafiła jakoś wciągnąć słuchacza, że w kulminacyjnej scenie nie dało się powstrzymać łez, a tego to się kompletnie nie spodziewałam …

A później obejrzeliśmy też razem „Nad Niemnem” i jak inaczej, jakoś tak pełniej, z większą uwagą się ten serial oglądało!

Bardzo polecam i dlatego linkuję do Wolnych Lektur 🙂

Podsumowanie stycznia

Zanim rozpocznę nowy miesiąc, wprowadzam nową kategorię podsumowań – tym razem co miesiąc i mam wielką nadzieję, że stanie się to zwyczajem 🙂

KSIĄŻKOWO

Przeczytałam trzy książki ( w nawiasie, w ramach jakiego wyzwania przeczytane):

  1. Holenderska dziewczyna – Marente de Moor; 5/5 GR; 7/10 LC
  2. Niedźwiedź i słowik – Katherine Arden; 5/5 GR; 8/10 LC ( Trójka e-pik – Zrób sobie przyjemność; Wyzwanie LCz – motyw początku; Z hasłem – 444+)
  3. Raj na ziemi – Mary Alice Monroe 4/5 GR; 7/10 LC (Facebookowy Klub Książkowy; Wyzwanie LCz – motyw początku; Z hasłem – 444+)

FILMOWO/SERIALOWO

W styczniu obejrzałam tylko dwa filmy – jeden to pełnometrażowa komedia francuska „Gliniarz z Belleville”, drugi to krótkometrażowy, który prezentowałam na blogu – „Don’t Judge„.

Jeśli chodzi o seriale to tu zdecydowanie więcej – 11 sezonów 8 seriali (2 sezony „Boscha”, 3 sezony „Chicago P.D.”, po 1 „Red Oaks”, „Endeavour”, „Teoria wielkiego chaosu”, „Supernatural – Nie z tego świata”, „Absentia” i „MacGyver”). Jak widać większość to seriale kryminalne, bardzo podobał mi się „Bosch”, dlatego wypożyczyłam już sobie pierwszą część z cyklu książkowego i jestem ciekawa, jak będzie mi się to czytać – wiele sobie obiecuję!

Dodatkowo w styczniu obejrzałam też program „Harry Potter – 20 rocznica: Powrót do Hogwartu”, który dostarczył mi przyjemnej rozrywki, sporo ciekawostek zza kulis tego cyklu filmowego, a także wielu wzruszeń. Może popełnię jakiś zbiorczy wpis na temat moich refleksji o filmach i tym programie, kto wie?

OGÓLNIE

Na blogu pojawiło się 15 wpisów! Narzucona dyscyplina (wpis co 2 dni) sprawdziła się, więc próbuję dalej. Opisałam w tych wpisach 31 książek przeczytanych w poprzednich latach, będę kontynuować taką mieszaną formę wpisów – niektóre książki pojedynczo, inne pogrupowane.

To znak, że styczeń był pracowity, ale i z pewnym zamysłem. Kto wie, jak to się dalej potoczy, czy wystarczy mi zapału? Trzymajcie kciuki 🙂

Wyzwania czytelnicze 2022

Zanim zrobię wpis z podsumowaniem stycznia, pomyślałam sobie, że krótko spiszę sobie w jakich akcjach i wyzwaniach czytelniczych planuję udział w tym roku 🙂

ZACZYTANI W ANI – to chyba będzie najważniejsza dla mnie w tym roku akcja – grupowe czytanie „Ani z Zielonego Wzgórza’, w formie, w której czytaliśmy już wspólnie kilka innych książek L. M. Montgomery m. in. „Emilkę ze Srebrnego Nowiu”. To akcja, do której dokładam z olbrzymią przyjemnością swoją cegiełkę – można tam usłyszeć mój głos 😉

STOSIKOWE CZYTANIE U ANNY – o kilku książkach przeczytanych w ramach tej akcji już napisałam, kilka wciąż czeka na opisanie. W akcji tej biorę udział od bardzo wielu lat, z różnymi wynikami ;), ale od jakiegoś czasu próbuję dokończyć poprzednie lata i czytać na bieżąco (co różnie mi wychodzi). W 2021 było naprawdę nieźle, bo przeczytałam w sumie 14 książek – 3 z 2018 (zostało 5), 4 z 2019 (zostało 5), 4 z 2020 (zostało 8) i 3 z 2021 (zostało 9).

WYZWANIE CZYTELNICZE LUBIMYCZYTAC.PL – to już też kolejny rok, w 2021 przeczytałam 6 książek pasujących do wyzwania. Każdy miesiąc to inna propozycja motywu przedstawiana przez zarządzających portalem.

WYZWANIE ‚TRÓJKA E-PIK’ z bloga KSIĄŻKI SARDEGNY – kolejne wyzwanie, w którym biorę udział od lat. W 2021 na 36 kategorii udało mi się zaliczyć 23 🙂

WYZWANIE BOOK-TROTTER – w ramach wyzwania czytamy książki autorów pochodzących z krajów, które wybieramy raz na dwa miesiące. Mam tam sporo zaległości, które powinnam nadrobić, bo mam wielką przyjemność od tego roku prowadzić to wyzwanie po przekazaniu mi pałeczki przez Kasię z bloga Kącik z książką. Na styczeń i luty mamy tym razem wybraną Grecję 🙂

WYZWANIE ‚POD HASŁEM’ U EJOTKA – dawno temu brałam udział, w tym roku po przerwie spróbuję wrócić – styczeń zaliczony 😉

Oczywiście, na pewno wezmę udział w innych prowadzonych przeze mnie wyzwaniach bezterminowych – czyli Znalezione pod choinką, Klasyka literatury popularnej i Literatura palce lizać – linki w zakładce „Wyzwania”.

A 2 maja zapraszam wszystkich do akcji blogowo-facebookowo-instagramowej – „Książkowy Dzień Flagi” – z okładek układamy biało-czerwoną flagę, idealnie z książek polskich autorów 🙂

A Wy – lubicie wyzwania? Bierzecie w jakichś udział?

Nie oceniaj! – „Don’t Judge” film krótkometrażowy

Dziś krótki wpis – filmowy. W styczniu obejrzałam (na razie) tylko dwa filmy. Jeden typowo rozrywkowy, wybrany na dobry humor; a drugi to taki, na który trafiłam przypadkiem.

I koniecznie muszę się nim podzielić, bo bardzo warto. To tylko 4 minuty, ale jak wiele zostało w nim pokazane.

Reżyser z Rumunii – Elvis Naci dobitnie przedstawia, jak często ulegamy swoim wyobrażeniom na czyjś temat i oceniamy bez poznania, jakie motywy kierują innymi ludźmi.

Taki film dobry na początek roku – warto się zastanowić, czy czegoś w sobie nie zmienić …

Non fiction – 1: Jajko i ja – Betty MacDonald

Ta książka, przeczytana w ramach wspominanego już stosikowego losowania (wylosowana na luty 2019), to – cytując Wikipedię:

„humorystyczny pamiętnik autorstwa Betty MacDonald. Opowiada o przygodach i codziennych trudach autorki – młodej żony, na kurzej farmie znajdującej się na odludziach Półwyspu Olimpijskiego w stanie Waszyngton.
Po raz pierwszy wydana w 1945 w Stanach Zjednoczonych z miejsca odniosła gigantyczny sukces. Już po miesiącu od pojawienia się książki na półkach, konieczny był dodruk i kontynuowany był przez kolejne dwa lata. Rok później wytwórnia Universal Studios zakupiła prawa do ekranizacji filmowej (główne postacie w filmie zagrali Fred MacMurray i Claudette Colbert). 12 września 1946 specjalna, milionowa kopia „Jajko i ja” została ofiarowana autorce przez gubernatora stanu Waszyngton, Monrada Wallgrena.”

Jak widać – to dosyć sławna swego czasu książka, która uchodzi za bardzo zabawną. Cóż, mam chyba dziwne poczucie humoru, bo … mocno mieszane uczucia we mnie wzbudziła.
To niby pamiętnik, ale trochę zbeletryzowany, z czasów, gdy autorka pełna romantycznego uniesienia wyjechała z mężem w góry, aby tam prowadzić fermę kurzą. Nie da się odmówić autorce zmysłu obserwacji, celnych spostrzeżeń, ironicznego poczucia humoru (również, co nieczęste, dystansu do siebie samej). Ale jednak czytając ją dziś, trudno nie zauważyć jakiegoś takiego poczucia pogardy – dla Indian, dla mniej wykształconych, dla ludzi prostych, którzy nie mieli wielkich aspiracji w życiu. Owszem, ich portrety są ciekawe, życie tam z pewnością było ciężkie i trzeba to sobie było jakoś rekompensować, żeby nie oszaleć. Jednak chyba nawet w tamtych czasach też można było zwyczajnie szanować innych ludzi, zwłaszcza takich, którzy przyjęli autorkę jak swoją i ofiarowali pomoc w różnych sytuacjach.
Nie wiem, nadal mam problem z tą książką. Nie umiem jej ocenić. Jak chcecie, to sami sprawdźcie, może Wam się spodoba? 🙂

Ale na plus zapisuję to, że można się z niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, a nawet zapragnąć pojechać w tamte miejsca 🙂

Horror? Powieść grozy? – Wyręby i Czarny Wygon

Czasem trzeba wyjść z tak zwanej strefy komfortu i zaryzykować, i spróbować czegoś innego. Jak wiecie, czytam prawie wszystko, ale jednak jakoś do tej pory unikałam horrorów 😉

Pamiętając jednak zachęcającą opinię dobrych znajomych, postanowiłam wreszcie sama sprawdzić, jak się odnajdę w gatunku – nazwijcie go jak chcecie – horror, powieść grozy, itp.. No i tak – szału nie było, fabuła dość przewidywalna, za to jeden atut ma autor niezaprzeczalnie ogromny – potrafi stworzyć w pozornie niewinnym opisie nastrój takiej grozy i poczucia ‚nieswojości’, że udało mu się skutecznie mnie przestraszyć 😃 i bałam się chodzić do piwnicy 😉Ale to całkiem właściwie miłe straszenie było.

No, a tu już muszę przyznać, że mnie się Wygon podoba bardziej niż Wyręby.
To jest opowieść w powieści – o przeklętej wiosce, która jest, a jej nie ma. MOżna do niej trafić raz na jakiś czas, ale czy można się z niej wydostać?
Przemawia do mnie opisana tu historia, jest ciekawa, pobudza mocno wyobraźnię. A jeszcze jak się było w kilku podobnych miejscach, w których dawno temu kwitło życie, a teraz chaszcze i zarośla tylko, to … ciężko zasnąć 😉 Tę książkę bardzo polecam! Chętnie obejrzałabym serial o Czarnym Wygonie 😉

2 tom Czarnego Wygonu – i ponownie ogromna przyjemność z czytania tych książek, taka, jakiej dawno nie miałam. Wpadam w ten świat zapomnianej wioski, rezonuję z nim, ciężko mi się z niego wydostać na świat zewnętrzny. Znakomicie sugestywnie napisane. I ten dreszcz strachu, taki niewielki, podskórny, ale jest. Już się nie mogę doczekać kolejnej części!

Obyczajowo 2 – Woda różana i chleb na sodzie; Milczący zamek; The Copper Beech/Czerwony buk

Dziś postanowiłam przedstawić trzy trochę różne od siebie powieści, ale wszystkie trzy są powieściami obyczajowymi, z takiej trochę wyższej półki. Dwie z nich przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Ani z bloga Przeczytałam książkę.

Na początek – bardzo króciutka notka o powieści, która jest drugą częścią (po „Zupie z granatów”) historii sióstr z Iranu, które zamieszkały w Irlandii. Bardzo przyjemna, ciekawa, mądra, ciepła. Poruszająca wiele trudnych tematów – aborcja, przemoc w rodzinie, problemy z zaufaniem, tolerancja, wiara. I żal wielki, że autorki już z nami nie ma, tak młodo zmarła …

A teraz pierwsza ze wspomnianych stosikowych – wylosowana na … kwiecień 2019. Niestety to bardzo wymęczona lektura. Za pierwszym razem, po wylosowaniu doczytałam do jakiejś 116 strony, w ubiegłym roku wyjęłam znów i na początku poszło jak z płatka, bo ta książka miała wszelkie zadatki, by mi się podobać, kilka planów czasowych, czas wojny, tajemnice, książka w książce*. Ale znów doczytałam do tej 116 i już tak nie wciągała. Uparłam się jednak, żeby ją skończyć (558 stron), bo czytałam dobre recenzje osób, które lubię i których opinie wobec niektórych książek często podzielam, no i liczyłam na to, że jednak będzie w niej coś, co mi się spodoba. Niestety, dla mnie to mega wydmuszka, wszystkie ‚elementy’ z osobna znakomite, ale złożone razem w tak nudną, nieangażującą całość, że aż szkoda wysiłku autorki *. Żadnej postaci nie byłam w stanie polubić, ani jej kibicować w czymkolwiek, tak są ‚bezemocjonalnie’ napisane. Zresztą, żadnej też nie da się nie lubić. I nawet rozwiązanie tajemnicy jest obojętne czytelnikowi, bo tak wymęczone. Nie wiem, może coś innego tej autorki jest lepsze? Może jeszcze kiedyś dam jej szansę.
*(obie) – Na GoodReads trafiłam na recenzję, która jest po prostu idealnym podsumowaniem tej powieści: „Did you ever go to a Tupperware party where the hostess spent forever demonstrating all the gadgets in a dramatically effervescent voice? And at the end nobody bought anything? And there weren’t even any refreshments being served to make it worth having shown up? And you didn’t like any of the other people who came to the party? This book is that party—all elaborate demonstration, no sale, no refreshment, and no one I care about.” 😃

Dałam z angielskim tytułem, bo czytałam w oryginale 🙂 Wylosowana na luty 2020.
Obyczajowa powieść o kilku mieszkańcach małej miejscowości w Irlandii, których łączyła szkoła pod czerwonym bukiem. Poruszająca różne problemy – ubóstwo, nieodwzajemnioną miłość, konsekwencje romansu, radzenie sobie z samotnym ojcostwem, samotne macierzyństwo, wychowywanie dziecka z zespołem Downa, ale i zbrodnia. Wielkie i małe marzenia, zawiedzione nadzieje, po prostu … życie. Bardzo polecam!

Niekoniecznie dla dzieci -2 – Tajemnice domu handlowego Sinclairs – Katherine Woodfine

Dziś chciałabym przedstawić bardzo przyjemny i ciekawy cykl kryminalny dla młodzieży – „Tajemnice domu handlowego Sinclairs”. Kto mnie zna, wie, że bardzo lubię literaturę dziecięco-młodzieżową i jestem aktywną ‚wypożyczaczką’ tego działu w mojej gminnej bibliotece 🙂 Tę książkę polecono mi zresztą właśnie w niej i bardzo jestem z tego polecenia zadowolona.

To opowieść o szesnastoletniej Sophie, która z dnia na dzień traci wszystko i żeby jakoś żyć musi zacząć pracować. Dla panienki, która miała służbę i żyła w bogatym świecie, to bardzo trudne. Ale trafia się idealna okazja – Sophie dostaje posadę ekspedientki w dziale kapeluszy w nowym ogromnym domu towarowym pana Sinclaira. Dom towarowy to czarowne miejsce z mnóstwem ciekawych sklepów, a na otwarcie szykowana jest wystawa bardzo cennych klejnotów, w tym intrygującej pozytywki w kształcie ptaszka, który za każdym razem gra inną melodię. Niestety w noc przed otwarciem pozytywka razem z innymi klejnotami zostają skradzione, a podejrzenie pada na biedną Sophie, która była widziana na miejscu zbrodni.
Czy uda jej się oczyścić swoje dobre imię? Czy znajdzie się ktoś, kto jej pomoże? I po co właściwie ukradziono te klejnoty? Na te pytania odpowiedzi znajdziecie w powieści 🙂 Historia bardzo ciekawa, postaci sympatyczne, ciekawie zarysowana zagadka związana z ojcem Sophie i tajemniczym zbrodniarzem Baronem.

W drugim tomie Sophie razem z przyjaciółką Lil otrzymuje … zlecenie rozwiązania sprawy zaginięcia bardzo cennej broszki. Trochę to dziwne, bo po pierwsze Sophie i Lil nie są przecież detektywkami, a młodymi dziewczętami, po drugie zlecenie złożyła młodziutka debiutantka, a po trzecie, broszka, prezent od przyszłego męża debiutantki, zawiera w sobie pewien tajemniczy klejnot z Dalekiego Wschodu. Kolejna część z bardzo fajną, ciekawą intrygą plus bardzo dobrze wplecioną historią dawnej chińskiej dzielnicy Londynu. Sporo zagadek, znowu pojawia się tajemniczy Baron, i tym razem dowiadujemy się, że ma on jednak sporo wspólnego z rodzicami Sophie. Ale co? Tego niestety dalej nie wiadomo …

Sophie i Lil mają do rozwiązania kolejną zagadkę. Tym razem z domu handlowego znika pewien tajemniczy obraz. Ale jak? Przecież pokój, w którym obrazy czekały na otwarcie wystawy, był zamknięty. I kto podmienił go na jego kopię wykonaną przez bardzo miłą młodą damę – studentkę sztuk pięknych? Jak w poprzednich częściach, znowu mamy ciekawą główną zagadkę, tym razem też fajnie sportretowane środowisko artystyczne. I znowu pojawia się tajemniczy Baron, ale dalej nie wiadomo, czy i jak przyczynił się do śmierci rodziców Sophie.

Niestety na pozostałe części muszę teraz trochę poczekać, a potem zresztą czeka mnie kolejny cykl o tych bohaterkach, gdy założą swoje własne biuro detektywistyczne Taylor i Rose 🙂 Ale o tym pewnie kiedyś napiszę 😉

Na koniec dodam jeszcze tylko, że wzorce autorka ma bardzo dobre – skojarzenia miałam i z „Małą księżniczką”, i z „Wszystko dla Pań”.